Offcanvas Info

Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

KURSY | TELEFONY | TORTY | ELEKTRO | FINANSE | MODA | KOMÓRKI | AGD | WAKACJE | UBRANIA | BEZPIECZEŃSTWO
Asertywność jest jednym z tych pojęć, które przedostało się z terminologii psychologicznej do powszechnego obiegu. W pewnym momencie stało się słowem modnym, którym wielu ludzi szafuje bez należytego zrozumienia jego znaczenia.Jest ono bardzo często wykorzystywane do upominania osób nieśmiałych i prowokowaniu ich do większej otwartości. Rzecz jasna osoby upominające są skłonne używać tego pojęcia bardziej w stosunku do innych niż do samych siebie. Przekazywana informacja sugerująca, że adresat jest za mało asertywny, jest jednocześnie obdarzona podtekstem informacyjnym, iż sam nadawca zachowuje się bardzo asertywnie. Tymczasem psycholog zauważy w tej sytuacji, że prawdopodobnie obie te osoby mają problem z zachowaniami asertywnymi. Adresat, gdyż nie potrafi bronić swoich racji i swobodnie zachowywać się w towarzystwie innych ludzi, a odbiorca dlatego, że uważa, iż osiągnął stan, który tak naprawdę jest wynikiem nieustannej pracy nad sobą. Być może w powyższym wniosku jest nieco przesady. Nie zawsze adresat takiej informacji, sam musi mieć problemy z asertywnością. Jednak taka sytuacja występuje w większości przypadków. Jak często się zdarza, gdy jakieś pojęcie trafia do języka powszechnego, większość ludzi myśli, że wie co ono oznacza. W rzeczywistości jest jednak inaczej. Są osoby asertywne z natury, nie będę w tym miejscu wgłębiał się w czynniki, które o tym decydują, po przeczytaniu całego cyklu Czytelnik zapewne będzie sam w stanie ułożyć listę najważniejszych czynników. Jednak takich osób jest niewiele. Większość z nas musi przejść daleką drogę, by móc choć w przybliżeniu określać się mianem osób asertywnych. U początku tej drogi stoi zrozumienie czym jest asertywność oraz poznanie metod jej osiągania. Trzecim krokiem jest samodzielna praca nad sobą. Dwa pierwsze kroki można będzie przejść dzięki lekturze tych artykułów. Trzeci niestety każdy musi wykonać samodzielnie i trwa on o wiele dłużej. Największym źródłem problemów jest stawianie znaku równości pomiędzy asertywnością a tzw. ?byciem sobą?. Przyczyniło się do tego wiele tanich poradników i artykułów w kolorowych gazetach oraz internecie. Żeby lepiej zilustrować problem, posłużę się przykładem, jaki kiedyś usłyszałem na konferencji wygłaszanej przez ojca Józefa Augustyna, który jest jezuitą i psychologiem. Ojciec Augustyn został poproszony o pomoc w klasztorze pewnego żeńskiego zakonu. Gdy przybył na miejsce, matka przełożona poinformowała go, że od pewnego czasu większość sióstr zachowuje się bardzo dziwnie. Nie potrafiły się ze sobą porozumieć i ciągle o coś się kłóciły. Spokojne kobiety nagle zmieniły się nie do poznania. Być może niegdyś wzywano by egzorcystę. Teraz wystarczył psycholog. Szybko okazało się, że źródłem problemu jest książka, która od kilku tygodni krążyła po klasztorze. Był to popularny poradnik na temat tego jak ?być sobą?. Pod wpływem lektury większość sióstr postanowiła ?być sobą?. Skutki opisałem powyżej. Proszę więc zapomnieć o ?byciu sobą?. Takie określenie jest zwulgaryzowaną formą asertywności i świadczy o tym, że osoby, które go używają zupełnie nie wiedzą o co naprawdę chodzi. Jeśli jakiś autor namawia Was do ?bycia sobą?, to radzę od razu oddać jego książkę na makulaturę. Osobowość człowieka podlega nieustannym zmianom, obok stałych fizjologicznych i charakterologicznych jest w niej wiele struktur zmiennych. Ciągle się czegoś uczymy, coś przeżywamy i to nas niepostrzeżenie zmienia. Zmianom ulega także nasz wygląd zewnętrzny. Kiedy więc naprawdę ?byłem sobą?? Czy wtedy, gdy miałem 3 miesiące i piłem mleko? Może gdy miałem lat dwadzieścia? Może teraz, gdy piszę ten tekst? Kim w takim razie będę za 10 lat? Jeśli dziś podejmę decyzję, że teraz ?będę sobą? to znaczy, że zrezygnuję z dalszego rozwoju, a więc także zamknę się na prawdziwą asertywność. ?Bycie sobą? jest całkowitym zaprzeczeniem asertywności! Trzeba sobie uświadomić, że człowiekowi nieśmiałemu jest bliżej do asertywności niż komuś, kto na siłę stara się ?być sobą?! Oczywiście znajdą się także obrońcy ?bycia sobą?, którzy będą dowodzić, że przedstawiona przeze mnie argumentacja wynika z nieporozumienia, bowiem tak naprawdę chodzi o otwartość w wyrażaniu swoich uczuć i pragnień. To właśnie należy rozumieć przez ?bycie sobą?. Ja jednak będę się upierał przy tym co napisałem powyżej. Skłania mnie do tego ów przykład z zakonnicami oraz wiele innych podobnych zachowań, które miałem okazję obserwować w życiu i o których czytałem u wielu czołowych specjalistów. Przecież siostry zakonne nie robiły nic innego jak właśnie wyrażały bez skrępowania swoje uczucia, pragnienia i opinie. Czy naprawdę jest to najlepsza postawa w życiu? Zapewne znowu obrońcy ?bycia sobą? stwierdzą, że na tym polega asertywność. Jeśli nie powiesz co czujesz ? to nikt cię nie zrozumie. Nie dostaniesz nic, jeśli o tym nie powiesz głośno. Nikt cię nie doceni, jeżeli nie pozna twojego wnętrza. Argument ten zawiera pewną dozę słuszność. Dlatego odpowiem na niego ? tak, ale... Bowiem cała rzecz rozbija się właśnie o to ?ale?. Mówienie o sobie to tylko jeden z elementów asertywności. Trzeba brać jednak pod uwagę wiele innych czynników i często może się okazać, że właśnie mówienie o swoich potrzebach lub nawet proszenie o pomoc jest, wbrew pozorom, zachowaniem bardzo nieasertywnym. W kolejnych artykułach postaram się rozwinąć powyższe stwierdzenie tak, aby pomóc zrozumieć, dlaczego asertywność to nie to samo co ?bycie sobą? i dać możliwość wejścia na prawdziwą drogę do asertywności. Droga do asertywności cz. 2 Często zapomina się, że człowiek oprócz emocji ma także określony system wartości. Jest to jego światopogląd, czyli sposób w jaki patrzy na świat i swoje życie.To cały zasób przekonań i celów, jakie pragnie się w życiu osiągnąć. Dla wielu ludzi ważnym elementem światopoglądu jest religia. Psychologia nie powinna zajmować się krytyką religii jako takiej, co nie znaczy, że nie może poddawać krytyce niektórych sposobów interpretacji i przeżywania religii. Trzeba się tej kwestii przyjrzeć nieco bliżej, by zrozumieć, że ma ona kluczowy wpływ także na postawę asertywności. Z racji tego, iż żyjemy w określonym kręgu kulturowym, najlepszym przykładem będzie dla nas chrześcijaństwo. Wbrew pozorom, nie każdy, kto deklaruje się chrześcijaninem, spogląda na świat w ten sam sposób. W zależności od wielu czynników osobistych oraz aktualnych tendencji związanych z interpretacją prawd wiary w danej epoce, można powiedzieć, że zwykle akcent pada na niektóre prawdy, a inne ? choć stale obecne ? są nieco usuwane w cień. Najważniejszy jest jednak sposób przekazu z jakim każdy zetknął się w swoim dzieciństwie. Są więc tacy, którzy postrzegają swoją wiarę w kontekście nadziei i radosnej świadomości bycia zbawionym. Znajdzie się także spore grono ludzi, którzy będę przesiąknięci lękiem przed potępieniem i sparaliżowani nieustanną obawą przed popełnieniem grzechu. W praktyce sprawa często jest bardziej skomplikowana. Opisane dwie postawy to skrajna polaryzacja, która dotyczy tylko kilku procent wierzących, jednak pozwala uchwycić naturę problemu. Zwykle dominuje jedno z tych dwu odniesień, choć oba są jakoś obecne w świadomości. To rozróżnienie nie dotyczy bynajmniej tylko ludzi religijnych. Można powiedzieć, że ludzie dzielą się na tych, którzy traktują swoje życie jako dar oraz na tych, którzy przyjmują je jako zło konieczne i pasmo nieszczęść. Możemy się łatwo domyślić, że jeśli człowiekowi żyjącemu pod nieustanną presją lęku przed grzechem, zalecimy ?bycie sobą? i głośne wypowiadanie swoich odczuć, to doprowadzimy do poważnego kryzysu osobowości. Zazwyczaj tacy ludzie postrzegają większość swoich uczuć jako grzeszne. Każde doświadczenie gniewu lub naturalnych poruszeń seksualnych będzie przeżywane jako zło. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wielu terapeutów popełniało w tym względzie poważny błąd i nie dostrzegało złożoności problemu. Nie miejsce tutaj na rozważanie metod terapii w takich przypadkach. Wystarczy zaznaczyć, że proste zalecenie ?bycia sobą? może przynieść jedynie duże szkody. Asertywność nigdy nie może stać w sprzeczności z przyjętym systemem wartości! Czasem taki system jest skrzywiony i wymaga korekty, ale jest to proces długotrwały i zazwyczaj konieczna jest dogłębna analiza przeszłości danej osoby, a zwłaszcza okresu dzieciństwa. Trzeba też wziąć pod uwagę, iż światopogląd deklarowany często różni się od rzeczywistego. Nie zawsze są one tożsame. Jednym z kroków ku asertywności jest uświadomienie sobie rozbieżności pomiędzy deklarowanymi przekonaniami a ich realizacją w życiu. Taka rozbieżność prowadzi do konfliktów wewnętrznych i trzeba starać się zmniejszyć dystans pomiędzy nimi. Nawet osoba, która nie traktuje swoich uczuć w kategorii grzechu, ma świadomość, że ich wypowiadanie może w pewnych sytuacjach narobić wiele szkód. Na marginesie dodam (aby rozwiać wszelkie wątpliwości), że nawet teologia chrześcijańska nie uważa żadnego uczucia ani poruszenia wewnętrznego za grzech. Grzech jest wynikiem świadomej decyzji, a więc tego co człowiek robi pod wpływem swoich uczuć. Wróćmy jednak na płaszczyznę psychologii. Każdy z nas czasem kogoś zrani. Zazwyczaj im jakaś osoba jest nam bliższa, tym łatwiej ją zranić. Nie jesteśmy w stanie tego całkowicie uniknąć, ale dojrzała osoba stara się przynajmniej ograniczyć taką możliwość. Droga do asertywności wymaga więc nauki balansowania pomiędzy szacunkiem do własnych emocji, a takim samym szacunkiem do emocji innych. Nie wystarczy głośno powiedzieć o tym, co się czuje. Trzeba też nauczyć się wiedzy na temat tego, kiedy mówić nie należy. Przywołam tu jeszcze raz o. Augustyna i jego powiedzenie o mówieniu o swoim wnętrzu: ?Nie z każdym, nie zawsze i nie w każdym miejscu?. Żyjemy w świecie skomplikowanych interakcji społecznych. Wchodzimy z ludźmi w relacje o bardzo różnym charakterze. W zależności od rodzaju relacji zmienia się także nasze zaangażowanie emocjonalne oraz poziom zaufania. Nie chodzi przy tym nawet o jakieś głębokie intymne uczucia. Wyobraźmy sobie, że przełożony udzielił nam upomnienia. Uważamy, że było to niesłuszne. Czujemy gniew, ale czy zawsze będzie właściwe wyrażenie go? Obrońcy ?bycia sobą? uznają, że trzeba wyrazić ten gniew w sposób dojrzały, czyli taki, który nie będzie atakiem lecz wyrażeniem swojego własnego stanu. Musimy się jednak dobrze zastanowić nad tym, jak szef przyjmie nasze zachowanie. Rzecz jasna powinniśmy bronić swoich praw. Tego wymaga szacunek do samego siebie, który jest podstawą asertywności. Jednak w podobnej sytuacji warto przemyśleć, czy bilans zysków i strat będzie dla nas naprawdę korzystny. Należy wziąć pod uwagę nie tylko własne uczucia, ale także uczucia drugiej strony konfliktu. Trzeba umieć oszacować zarówno własny poziom dojrzałości jak i poziom dojrzałości drugiej osoby.Asertywność nie polega na udowadnianiu czegokolwiek na siłę. Jeśli jestem osobą o skłonnościach do wybuchania gniewem, to muszę to wcześniej przewidzieć. Być może moja odpowiedź, która na początku będzie zrównoważona, stopniowo pod wpływem reakcji drugiej strony, przemieni się w agresywny wybuch. Jak widać nie chodzi tylko o lęk przed np. ewentualną utratą miejsca pracy. Chodzi o unikania niepotrzebnych sytuacji konfliktowych, gdy nie prowadzą one do konstruktywnego rozwiązania. Nie oznacza to wcale, że zawsze należy konfliktów unikać. Znowu wracamy do kwestii równowagi. Warto w tym miejscu podsumować to, co zostało napisane w tej części cyklu. Asertywność nigdy nie może stać w sprzeczności z przyjętym światopoglądem. Musi być jego integralną częścią. Podstawową cechą asertywności jest równowaga. Trzeba brać pod uwagę własne uczucia, ale także uczucia i pragnienia innych ludzi. Trzeba też nauczyć się obiektywnego oceniania poziomu własnej dojrzałości oraz dojrzałości innych i kształtowania swoich reakcji zgodnie z tą oceną. W kolejnym artykule zajmę się klasycznym podziałem postaw; uległością, asertywnością i agresywnością. Droga do asertywności cz. 3 Przy omawianiu postawy asertywności używa się tradycyjnie rozróżnienia na trzy podstawowe postawy: agresywną, uległą i asertywną. Takie rozróżnienie może pomóc zrozumieć ideę asertywności, ale nie jest zbyt precyzyjne i także stało się przyczyną wielu nieporozumień.Przypatrzmy się postawie agresywnej, która według większości ludzi jest niewłaściwa. Mimo tego dominującego przekonania jest to postawa dość powszechna. Dezaprobata wobec agresywności jest szczególnym wyróżnikiem naszej kultury. Jednak mimo różnych systemów religijnych i filozoficznych, które potępiały agresję, ona ciągle powraca. Wystarczy przyjrzeć się historii poprzedniego stulecia i okrucieństwom wojen. Tym, którzy zamiast analizy wydarzeń historycznych wolą doświadczenie empiryczne, proponuję przejechać się środkami komunikacji miejskiej w godzinach szczytu. W przeszłości istniały ludy i kultury, które gloryfikowały postawę agresywną. Ideałem mężczyzny był właśnie agresywny wojownik. Można by uznać, że skoro agresja sama w sobie jest zła, to wraz z rozwojem cywilizacji i humanitaryzacją ludzkich stosunków jej poziom powinien się znacznie obniżyć. Jednak nic takiego się nie dzieje. W chwilach gniewu ciągle mamy ochotę zabić przeciwnika lub chociaż zrobić mu poważną krzywdę. Dużym zainteresowaniem cieszą się sporty walki, a o wyczynach kibiców piłkarskich nie trzeba nawet pisać. Ciągle wybuchają nowe wojny. Nim przejdę do formułowania wniosków wynikających z opisanej sytuacji, muszę zaznaczyć różnicę między dwoma pojęciami: gniewem i agresją. Gniew jest to uczucie, które zapewne każdy z nas zna i którego nieraz w życiu doświadczył. Natomiast agresja jest formą przemocy, czyli jest ukierunkowanym działaniem pod wpływem gniewu. Agresja może być skierowana na zewnątrz lub do wewnątrz. Możemy zastosować przemoc fizyczną albo psychiczną wobec drugiego człowieka, ale również wobec samych siebie. Gniew jest naturalnym ludzkim uczuciem. Tak jak pisałem w poprzednim artykule, jest on tak oceniany nie tylko przez psychologów. Nie ma też wartości moralnej w ujęciu teologicznym. Co więcej, na długo przed powstaniem psychologii jako nauki, już Tomasz z Akwinu twierdził, że tłumienie własnych uczuć (a więc także gniewu) jest niemoralne! Nie przeszkodziło to różnym niedouczonym moralistom w namawianiu do tłumienia własnych emocji, jednak fakt pozostaje faktem. Dodatkowo współcześnie uważa się, że tłumienie uczuć może być szkodliwe nie tylko dla zdrowia psychicznego, ale również dla zdrowia fizycznego. Stłumione uczucia mają bezpośredni wpływ na organy wewnętrzne. Prowadzą też do zachowań, które na dłuższą metę są szkodliwe dla zdrowia. Coraz częściej naukowcy stłumiony gniew łączą się z zachorowalnością na nowotwory, wrzodami oraz z chorobami układu nerwowego. Musimy więc przyjąć gniew jako integralną część naszej osobowości i nie starać się go na siłę tłumić. Co jednak nie oznacza, że mamy za każdym razem wybuchać gniewem, gdy go czujemy. Agresja, czyli uzewnętrznianie gniewu podlega naszej decyzji. Warto jednak pamiętać, że istnieją różne formy manifestacji gniewu i nie wszystkie są złe. Gniew jest nam dany jako emocjonalna energia, która napędza nas do działania. To dzięki niemu oburzamy się na niesprawiedliwość i pragniemy jej przeciwdziałać. To on daje nam siłę do obrony, gdy nam lub ludziom nam bliskim dzieje się krzywda. Gniew pomaga przezwyciężyć strach i dodaje sił w zmaganiu się z trudnymi problemami. Jego poziom zależy od temperamentu i nie można go w żaden sposób wykluczyć z naszego życia emocjonalnego. Natomiast sposobów wyrażania gniewu uczymy się przez całe życie. Nie będzie dobrym przełożonym w pracy ani rodzicem ktoś, kto nie potrafi właściwie wykorzystywać i wyrażać swojego gniewu. Kontrolowane wyrażanie gniewu to sztuka sama w sobie. Czasami trzeba nawet posunąć się do bardzo ekspresywnego wyrażenia swoich emocji. Trzeba jednak pamiętać, że gniew zawsze musi być pod kontrolą. Osoba naprawdę asertywna nie będzie się zawsze radośnie uśmiechać, nawet gdy dzieje się coś złego. Czasami potrzebna jest silna reakcja, a kiedy indziej tylko delikatne napomknienie, że coś nas rozgniewało. Trzeba umieć wybrać właściwą formę w zależności od sytuacji oraz w odniesieniu do konkretnej osoby. Trzeba też wiedzieć kiedy z wyrażenia swojego gniewu zrezygnować. Nikt nie rodzi się osobą dojrzałą. Na prawdziwą dojrzałość osobową pracuje się całe życie. Niestety zbyt wielu ludzi w ogóle nie podejmuje trudu pracy nad sobą. Małe dziecko bije rączkami matkę, gdy jest rozgniewane, a wyrostek biega z łomem wokół stadionu, natomiast szef dużej firmy krzyczy każdego dnia po swoich pracownikach. Różnią się od siebie tylko siłą mięśni i prestiżem społecznym, a więc poziomem szkód jakie mogą wyrządzić. Pod względem dojrzałości osobowej są na tym samym poziomie! Są osoby, które ciągle mają zakodowany stereotyp gniewu jako czegoś złego. Jeśli jeszcze zostały obdarowane żywiołowym temperamentem, to od czasu do czasu, mimo usilnych starań, wybuchają gniewem. Później czują się winne, co prowadzi do frustracji i kolejnych wybuchów. Trzeba nauczyć się przyjmować gniew jako dar. Nie nauczymy się wyrażać go w sposób dojrzały z dnia na dzień. Każdemu od czasu do czasu mogą zdarzyć się wybuchy. Warto wówczas na spokojnie przemyśleć całą sytuację. Trzeba też zachować pewną czujność, co wymaga postawy obserwacji wobec własnego wnętrza. Jeśli poczujemy, że ogarnia nas gniew, musimy rozważyć, czy należy go wyrazić i w jaki sposób. Może w tym wypadku lepiej po prostu wyjść? Oczywiście jest to łatwe w teorii, gdy nadchodzi gniew, może być trudno go kontrolować. Jednak lata pracy nad sobą przekonują mnie, że jest to możliwe. Trzeba tylko wykazać wiele cierpliwości wobec samego siebie. Jeśli nauczymy się cierpliwości wobec siebie i własnych niedoskonałości, będziemy też mieli więcej cierpliwości w stosunku do innych ludzi. Droga do asertywności cz. 4 W związku z agresją trzeba omówić jeszcze jeden mechanizm, którego występowanie jest bardzo powszechne. Mowa tu o jednej z odmian przeniesienia.Bardzo często zdarza się, że ludzie przenoszą swoją agresję z osoby, co do której nie mają możliwości gwałtownego zareagowania, na kogoś innego. Wspomniałem już, że czasami wobec przełożonego w pracy nie można zareagować agresją lub nawet poprzez grzeczne zwrócenie uwagi, iż ten nie ma racji. W takiej sytuacji sporo ludzi przenosi swoją agresję na płaszczyznę rodziny. Tu czują się bezpiecznie, więc zaczynają krzyczeć po współmałżonku lub dzieciach. Później osoba, która została zaatakowana w ten sposób poszukuje sobie kogoś jeszcze słabszego, by móc na nim wyładować swoją agresję. Tak tworzy się całe łańcuchy przemocy psychicznej a czasem także fizycznej. Na pewno nie jest łatwo radzić sobie z nadmiarem gniewu. Jednak takie niedojrzałe postępowanie nie doprowadzi do niczego dobrego. Trzeba stopniowo wypracowywać dojrzałe wzorce radzenia sobie z gniewem. W pierwszym rzędzie musimy mieć świadomość tego, co odczuwamy. Nie należy udawać, że wszystko jest w porządku. Najprostszym wyjściem w takiej sytuacji jest po powrocie z pracy do domu spokojnie powiedzieć, że dziś jesteśmy wyjątkowo rozgniewani i zamiast kłótni wybrać szczerą rozmowę ze współmałżonkiem lub przyjacielem. Nawet jeśli w trakcie tej rozmowy poniosą nas uczucia, to druga strona będzie wiedziała, że agresja nie jest skierowana przeciwko niej. Taka rozmowa z bliską osobą to najlepszy sposób na radzenie sobie z nadmiarem emocji. Nie zawsze jednak będzie ona możliwa. Wtedy pozostaje nam tzw. dialog wewnętrzny. Musimy znaleźć sobie kilka minut odosobnienia i wyrazić uczucia przed samym sobą, a jednocześnie pełnić rolę obiektywnego rozmówcy. Nie jest to łatwe, zwłaszcza na początku. Musimy też pamiętać, że te sposoby nie zadziałają od razu. Trzeba cierpliwie uczyć się panować nad swoimi uczuciami. Po kilku miesiącach (czasem latach) staniemy się osobami o wiele bardziej dojrzałymi, a więc także bardziej asertywnymi. Nie znaczy to, że zmieni się nasz temperament. Nadal będziemy na przykład cholerykiem lub pasjonatem, ale potężna siła naszego gniewu stanie się narzędziem służącym pokonywaniu przeszkód a nie bezmyślnej destrukcji. Postawa uległości może mieć różne korzenie i przybierać różne formy. Tak jak to zostało napisane powyżej, człowiek agresywny może być wobec niektórych osób uległy, by następnie przenosić agresję na innych. Przyczyną jego uległości w takim wypadku jest lęk przed daną osobą albo przed konsekwencjami jakie mogą wyniknąć z jego zachowania. Warto pamiętać, że agresja często jest sprzęgnięta z lękiem i bezradnością. Są też osoby przejawiające uległość niejako z natury. To ludzie obdarzeni temperamentem sentymentalnym. Są zwykle zamknięte na otoczenie i żyją w swoim świecie wewnętrznym. Najlepiej czują się w samotności lub w towarzystwie bliskich przyjaciół, których jednak mają niewielu. Trudno przychodzi im nawiązywanie nowych relacji z ludźmi i starają się unikać jakichkolwiek form konfrontacji. To właśnie to unikanie konfrontacji otoczenie odczytuje jako uległość lub obojętność. Wbrew pozorom ich poziom agresji jest bardzo wysoki, ale rzadko ujawniają go na zewnątrz. Agresja jest często skierowana przeciw własnej osobie. Miewają myśli samobójcze lub żyją ciągle z poczuciem winy i poddają się samooskarżeniom. Czasem po prostu we wszystkim, co robią, doszukują się błędów. Takim osobom o wiele trudniej pracować nad swoją asertywnością niż wspomnianym cholerykom czy pasjonatom. Przynaglenia ze strony otoczenia, że powinny być bardziej asertywne wytwarzają tylko większą presję psychiczną. To prowadzi do kolejnych blokad. Człowiek o temperamencie sentymentalnym potrzebuje wsparcia środowiska i stopniowo nabieranego przekonania, że jego świat wewnętrzny i działania są akceptowane. Nie zawsze jednak może liczyć na taką pomoc. Zamiast więc od początku silić się na zachowania asertywne, najlepiej jest poznawać coraz więcej ludzi, by nabrać większej pewności siebie i przekonania o własnej wartości. Właśnie w tym kierunku powinien pójść cały wysiłek. Zapewne po kilku latach taka osoba przekona się, że także w niektórych sytuacjach wybucha gniewem i jest w stanie kierować go na zewnątrz. Dopiero wtedy może przejść do etapu rozmów i dialogu wewnętrznego. Bywa też tak, że uległość jest skutkiem stłumienia wynikającego z błędnego wychowania. Jeśli przez całe dzieciństwo wszystkie nawet najmniejsze przejawy gniewu były surowo karane lub piętnowane jako niewłaściwe, człowiek może całkowicie stłumić swój gniew. Zazwyczaj nie ma świadomości swoich uczuć i zawsze przyjmuje postawę uległą, gdyż taka wydaje mu się jedyną właściwą w kontaktach z ludźmi. Na wszelkie przejawy gniewu u innych ludzi reaguje lękiem. Nie tylko dlatego, że boi się agresji skierowanej przeciwko sobie, ale również z powodu tego, że przypominają mu, iż podobne siły drzemią w jego własnym wnętrzu. Czasem taka postawa jest jeszcze wzmocniona motywacją religijną. Wspomniałem już, że błędna interpretacja chrześcijańskiej moralności może napiętnować niektóre uczucia jako złe i grzeszne. Zwykle w podobnej sytuacji nie wystarczy tylko pomoc psychologa lub terapeuty. Może być potrzebna również konsultacja z dojrzałym duchownym, który będzie dla takiej osoby autorytetem i wskaże jej właściwe i oficjalne stanowisko Kościoła w tej kwestii. W tym wypadku zazwyczaj najtrudniej jest wypracować postawę asertywności, zwłaszcza w ramach indywidualnej pracy na sobą. Często takie osoby uważają, że postępują właściwie, więc nie proszą nikogo o pomoc, co tym bardziej komplikuje sytuację. Nie znaczy to jednak, że nie ma dla nich nadziei. Jednak pierwszym krokiem jaki muszą zrobić jest uświadomienie sobie, że ich postawa nie jest dobra. Być może wówczas łatwiej będzie im poprosić o pomoc i wsparcie. Droga do asertywności cz. 5 Uległość może mieć jeszcze jedno oblicze. Jest nim rezygnacja z odpowiedzialności i przerzucanie jej na innych ludzi. Wiadomo, że dziecko powinno być uległe wobec swoich rodziców.Wiąże się to z tym, iż rodzice posiadają zwykle większą wiedzę o świecie niż ich dzieci. Oni też są za nie odpowiedzialni i do nich należy podejmowanie większości decyzji. Jednak stopniowo w procesie wychowania dziecko powinno się uczyć samodzielności tak, aby już jako człowiek dorosły potrafiło podjąć ciężar odpowiedzialności za swoje życie. Dla zachowania porządku potrzebna jest także pewna doza uległości i posłuszeństwa wobec przełożonych w miejscu pracy. Tu także trzeba zaakceptować fakt, że przełożony ponosi większą odpowiedzialność, więc konieczne jest minimum posłuszeństwa wobec niego. Podobnie może wyglądać sytuacja w kontaktach z przedstawicielami prawa. Jednak w większości wypadków osoba dorosła nie może, a nawet nie powinna rezygnować z odpowiedzialności i nawet w przedstawionych powyżej sytuacjach ma prawo, a często nawet obowiązek wykazać swoje racje. Wyróżnikiem dojrzałej osobowości jest podejmowanie odpowiedzialności w takim zakresie, jaki z racji zajmowanej pozycji (w pracy, w rodzinie, w społeczeństwie) jej przysługuje. Wiele osób często boi się podejmować odpowiedzialność i dlatego wybiera postawę uległą i przerzuca odpowiedzialność na innych. Niech oni podejmują decyzję, jeśli coś nie wyjdzie, to wtedy nie ja będę winny! Trzeba też umieć odróżnić sprawy, które faktycznie zależą ode mnie, od tych na które nie mam żadnego wpływu. Nic nie daje nieustanne czucie się winnym za rzeczy, które nie podlegają moim decyzjom i których nie mogę zmienić. W ten sposób udało nam się prześledzić różne warianty zachowań i postaw sprzecznych z asertywnością. Wiemy już czym ona nie jest. Z tego negatywnego obrazu wyłania się jednocześnie obraz pozytywny. Można już spróbować opisać, czym naprawdę jest prawdziwa asertywność. Pierwszym krokiem na drodze do asertywności jest poznanie samego siebie. Trzeba zrozumieć mechanizmy jakie rządzą naszym zachowaniem. Dobrze jest zrobić sobie kilka testów, które umożliwią poznanie swojego temperamentu. Wtedy łatwiej nam będzie zauważyć swoje mocne i słabe strony. Spróbujmy także zastanowić się nad wykształconymi w procesie wychowania postawami. Czy na pewno wszystkie są właściwe? Być może nauczono nas tłumić swoje uczucia lub wręcz przeciwnie, jesteśmy przyzwyczajeni do wyrażania tego co czujemy i myślimy bez oglądania się na konsekwencje. Tak więc asertywność to nieustanne poznawanie siebie. Nie musimy godzinami analizować każdego zachowania ani każdego wypowiedzianego słowa. Wystarczy jeśli będziemy czujnymi obserwatorami samych siebie. Drugim krokiem jest akceptacja. Musimy uznać bez lęku stan dzisiejszy i poziom naszej dojrzałości. Trzeba pamiętać, że próba szybkiego zmieniania siebie i swoich zachowań nie doprowadzi do niczego dobrego. Zmiany muszą dokonywać się stopniowo i trzeba nauczyć się cierpliwości oraz wyrozumiałości wobec samych siebie. Musimy dać sobie prawo do popełniania błędów, a jednocześnie możliwość uczenia się na nich tak, by w przyszłości było ich mniej. Kolejnym etapem wzrastania do asertywności jest uczenie się szacunku do swoich uczuć i pragnień. Nie ma w nich nic złego ani zasługującego na pogardę. Nie znaczy to, że zawsze powinniśmy wyrażać nasze emocje bez skrępowania. Możemy jednak mieć je na uwadze i nie musimy ich tłumić. Gdy już poznamy w jakiejś mierze siebie i nauczymy się szanować nasz świat wewnętrzny, możemy uczyć się wyrażać swoje uczucia w dojrzały sposób. Najlepszym ?poligonem doświadczalnym? będą rozmowy z najbliższymi, którym łatwiej będzie wybaczać nam drobne potknięcia, jeśli będą wiedzieli, że w danej chwili nasza gwałtowność nie jest atakiem na nich. Z czasem nauczymy się spokojnie mówić o swoim gniewie i obawach. Trzeba też umieć przyznawać się do błędów. Wszystkie te zalecenia mogą sugerować postawę nadmiernego skupiania się na sobie. Tak jednak nie jest. Jeśli nauczymy się rozumieć i akceptować swoje uczucia i poruszenia wewnętrzne, to po pewnym czasie łatwiej będzie nam podobnie ustosunkować się do innych ludzi. Prawdopodobnie staniemy się bardziej cierpliwi i wyrozumiali. Gdy ktoś przy nas wybuchnie gniewem, będziemy mieli świadomość jakie motywy nim kierują. Będziemy sobie zdawać sprawę z siły nieuświadomionego lęku i bezradności, jakie prawdopodobnie kierują tym człowiekiem. Wtedy nie będziemy musieli odpowiadać agresją na agresję, ani z obawy uciekać w postawę uległości. Łatwiej będzie nam opanować sytuację i doprowadzić do spokojnej rozmowy. W tym wszystkim można popełnić jeden zasadniczy błąd. Zdarza się on wielu osobom, zwłaszcza na początku drogi do asertywności. Gdy już się wie jak pracować nad sobą, istnieje poważna pokusa by pouczać innych, że powinni robić to samo. Każde ich zachowanie rozbiera się na tzw. ?części pierwsze? i wyjaśnia danej osobie, dlaczego w określonej sytuacji postąpiła właśnie tak. Nikt nie lubi, gdy ktoś na siłę wdziera się do jego wnętrza. Nigdy nie należy tego robić, chyba że ktoś wyraźnie zwróci się do nas o pomoc. W przeciwnym wypadku możemy tylko niepotrzebnie kogoś zranić, a nasze rady i tak mu nie pomogą. Asertywność to sztuka kompromisu pomiędzy naszymi pragnieniami i uczuciami oraz pomiędzy pragnieniami i uczuciami ludzi wokół nas. Trzeba umieć zachować równowagę. Człowiek asertywny to człowiek dojrzały i życzliwy, a więc taki, który sam jest szczęśliwy i pozwala innym także osiągnąć szczęście. Nigdy nie osiągniemy stanu idealnego, warto jednak się starać o to, by jak najbardziej się do niego zbliżyć. Asertywność jest jednym z tych pojęć, które przedostało się z terminologii psychologicznej do powszechnego obiegu. W pewnym momencie stało się słowem modnym, którym wielu ludzi szafuje bez należytego zrozumienia jego znaczenia. Jest ono bardzo często wykorzystywane do upominania osób nieśmiałych i prowokowaniu ich do większej otwartości. Rzecz jasna osoby upominające są skłonne używać tego pojęcia bardziej w stosunku do innych niż do samych siebie. Przekazywana informacja sugerująca, że adresat jest za mało asertywny, jest jednocześnie obdarzona podtekstem informacyjnym, iż sam nadawca zachowuje się bardzo asertywnie. Tymczasem psycholog zauważy w tej sytuacji, że prawdopodobnie obie te osoby mają problem z zachowaniami asertywnymi. Adresat, gdyż nie potrafi bronić swoich racji i swobodnie zachowywać się w towarzystwie innych ludzi, a odbiorca dlatego, że uważa, iż osiągnął stan, który tak naprawdę jest wynikiem nieustannej pracy nad sobą. Być może w powyższym wniosku jest nieco przesady. Nie zawsze adresat takiej informacji, sam musi mieć problemy z asertywnością. Jednak taka sytuacja występuje w większości przypadków. Jak często się zdarza, gdy jakieś pojęcie trafia do języka powszechnego, większość ludzi myśli, że wie co ono oznacza. W rzeczywistości jest jednak inaczej. Są osoby asertywne z natury, nie będę w tym miejscu wgłębiał się w czynniki, które o tym decydują, po przeczytaniu całego cyklu Czytelnik zapewne będzie sam w stanie ułożyć listę najważniejszych czynników. Jednak takich osób jest niewiele. Większość z nas musi przejść daleką drogę, by móc choć w przybliżeniu określać się mianem osób asertywnych. U początku tej drogi stoi zrozumienie czym jest asertywność oraz poznanie metod jej osiągania. Trzecim krokiem jest samodzielna praca nad sobą. Dwa pierwsze kroki można będzie przejść dzięki lekturze tych artykułów. Trzeci niestety każdy musi wykonać samodzielnie i trwa on o wiele dłużej. Największym źródłem problemów jest stawianie znaku równości pomiędzy asertywnością a tzw. ?byciem sobą?. Przyczyniło się do tego wiele tanich poradników i artykułów w kolorowych gazetach oraz internecie. Żeby lepiej zilustrować problem, posłużę się przykładem, jaki kiedyś usłyszałem na konferencji wygłaszanej przez ojca Józefa Augustyna, który jest jezuitą i psychologiem. Ojciec Augustyn został poproszony o pomoc w klasztorze pewnego żeńskiego zakonu. Gdy przybył na miejsce, matka przełożona poinformowała go, że od pewnego czasu większość sióstr zachowuje się bardzo dziwnie. Nie potrafiły się ze sobą porozumieć i ciągle o coś się kłóciły. Spokojne kobiety nagle zmieniły się nie do poznania. Być może niegdyś wzywano by egzorcystę. Teraz wystarczył psycholog. Szybko okazało się, że źródłem problemu jest książka, która od kilku tygodni krążyła po klasztorze. Był to popularny poradnik na temat tego jak ?być sobą?. Pod wpływem lektury większość sióstr postanowiła ?być sobą?. Skutki opisałem powyżej. Proszę więc zapomnieć o ?byciu sobą?. Takie określenie jest zwulgaryzowaną formą asertywności i świadczy o tym, że osoby, które go używają zupełnie nie wiedzą o co naprawdę chodzi. Jeśli jakiś autor namawia Was do ?bycia sobą?, to radzę od razu oddać jego książkę na makulaturę. Osobowość człowieka podlega nieustannym zmianom, obok stałych fizjologicznych i charakterologicznych jest w niej wiele struktur zmiennych. Ciągle się czegoś uczymy, coś przeżywamy i to nas niepostrzeżenie zmienia. Zmianom ulega także nasz wygląd zewnętrzny. Kiedy więc naprawdę ?byłem sobą?? Czy wtedy, gdy miałem 3 miesiące i piłem mleko? Może gdy miałem lat dwadzieścia? Może teraz, gdy piszę ten tekst? Kim w takim razie będę za 10 lat? Jeśli dziś podejmę decyzję, że teraz ?będę sobą? to znaczy, że zrezygnuję z dalszego rozwoju, a więc także zamknę się na prawdziwą asertywność. ?Bycie sobą? jest całkowitym zaprzeczeniem asertywności! Trzeba sobie uświadomić, że człowiekowi nieśmiałemu jest bliżej do asertywności niż komuś, kto na siłę stara się ?być sobą?! Oczywiście znajdą się także obrońcy ?bycia sobą?, którzy będą dowodzić, że przedstawiona przeze mnie argumentacja wynika z nieporozumienia, bowiem tak naprawdę chodzi o otwartość w wyrażaniu swoich uczuć i pragnień. To właśnie należy rozumieć przez ?bycie sobą?. Ja jednak będę się upierał przy tym co napisałem powyżej. Skłania mnie do tego ów przykład z zakonnicami oraz wiele innych podobnych zachowań, które miałem okazję obserwować w życiu i o których czytałem u wielu czołowych specjalistów. Przecież siostry zakonne nie robiły nic innego jak właśnie wyrażały bez skrępowania swoje uczucia, pragnienia i opinie. Czy naprawdę jest to najlepsza postawa w życiu? Zapewne znowu obrońcy ?bycia sobą? stwierdzą, że na tym polega asertywność. Jeśli nie powiesz co czujesz ? to nikt cię nie zrozumie. Nie dostaniesz nic, jeśli o tym nie powiesz głośno. Nikt cię nie doceni, jeżeli nie pozna twojego wnętrza. Argument ten zawiera pewną dozę słuszność. Dlatego odpowiem na niego ? tak, ale... Bowiem cała rzecz rozbija się właśnie o to ?ale?. Mówienie o sobie to tylko jeden z elementów asertywności. Trzeba brać jednak pod uwagę wiele innych czynników i często może się okazać, że właśnie mówienie o swoich potrzebach lub nawet proszenie o pomoc jest, wbrew pozorom, zachowaniem bardzo nieasertywnym. W kolejnych artykułach postaram się rozwinąć powyższe stwierdzenie tak, aby pomóc zrozumieć, dlaczego asertywność to nie to samo co ?bycie sobą? i dać możliwość wejścia na prawdziwą drogę do asertywności.Często zapomina się, że człowiek oprócz emocji ma także określony system wartości. Jest to jego światopogląd, czyli sposób w jaki patrzy na świat i swoje życie. To cały zasób przekonań i celów, jakie pragnie się w życiu osiągnąć. Dla wielu ludzi ważnym elementem światopoglądu jest religia. Psychologia nie powinna zajmować się krytyką religii jako takiej, co nie znaczy, że nie może poddawać krytyce niektórych sposobów interpretacji i przeżywania religii. Trzeba się tej kwestii przyjrzeć nieco bliżej, by zrozumieć, że ma ona kluczowy wpływ także na postawę asertywności. Z racji tego, iż żyjemy w określonym kręgu kulturowym, najlepszym przykładem będzie dla nas chrześcijaństwo. Wbrew pozorom, nie każdy, kto deklaruje się chrześcijaninem, spogląda na świat w ten sam sposób. W zależności od wielu czynników osobistych oraz aktualnych tendencji związanych z interpretacją prawd wiary w danej epoce, można powiedzieć, że zwykle akcent pada na niektóre prawdy, a inne ? choć stale obecne ? są nieco usuwane w cień. Najważniejszy jest jednak sposób przekazu z jakim każdy zetknął się w swoim dzieciństwie. Są więc tacy, którzy postrzegają swoją wiarę w kontekście nadziei i radosnej świadomości bycia zbawionym. Znajdzie się także spore grono ludzi, którzy będę przesiąknięci lękiem przed potępieniem i sparaliżowani nieustanną obawą przed popełnieniem grzechu. W praktyce sprawa często jest bardziej skomplikowana. Opisane dwie postawy to skrajna polaryzacja, która dotyczy tylko kilku procent wierzących, jednak pozwala uchwycić naturę problemu. Zwykle dominuje jedno z tych dwu odniesień, choć oba są jakoś obecne w świadomości. To rozróżnienie nie dotyczy bynajmniej tylko ludzi religijnych. Można powiedzieć, że ludzie dzielą się na tych, którzy traktują swoje życie jako dar oraz na tych, którzy przyjmują je jako zło konieczne i pasmo nieszczęść. Możemy się łatwo domyślić, że jeśli człowiekowi żyjącemu pod nieustanną presją lęku przed grzechem, zalecimy ?bycie sobą? i głośne wypowiadanie swoich odczuć, to doprowadzimy do poważnego kryzysu osobowości. Zazwyczaj tacy ludzie postrzegają większość swoich uczuć jako grzeszne. Każde doświadczenie gniewu lub naturalnych poruszeń seksualnych będzie przeżywane jako zło. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wielu terapeutów popełniało w tym względzie poważny błąd i nie dostrzegało złożoności problemu. Nie miejsce tutaj na rozważanie metod terapii w takich przypadkach. Wystarczy zaznaczyć, że proste zalecenie ?bycia sobą? może przynieść jedynie duże szkody. Asertywność nigdy nie może stać w sprzeczności z przyjętym systemem wartości! Czasem taki system jest skrzywiony i wymaga korekty, ale jest to proces długotrwały i zazwyczaj konieczna jest dogłębna analiza przeszłości danej osoby, a zwłaszcza okresu dzieciństwa. Trzeba też wziąć pod uwagę, iż światopogląd deklarowany często różni się od rzeczywistego. Nie zawsze są one tożsame. Jednym z kroków ku asertywności jest uświadomienie sobie rozbieżności pomiędzy deklarowanymi przekonaniami a ich realizacją w życiu. Taka rozbieżność prowadzi do konfliktów wewnętrznych i trzeba starać się zmniejszyć dystans pomiędzy nimi. Nawet osoba, która nie traktuje swoich uczuć w kategorii grzechu, ma świadomość, że ich wypowiadanie może w pewnych sytuacjach narobić wiele szkód. Na marginesie dodam (aby rozwiać wszelkie wątpliwości), że nawet teologia chrześcijańska nie uważa żadnego uczucia ani poruszenia wewnętrznego za grzech. Grzech jest wynikiem świadomej decyzji, a więc tego co człowiek robi pod wpływem swoich uczuć. Wróćmy jednak na płaszczyznę psychologii. Każdy z nas czasem kogoś zrani. Zazwyczaj im jakaś osoba jest nam bliższa, tym łatwiej ją zranić. Nie jesteśmy w stanie tego całkowicie uniknąć, ale dojrzała osoba stara się przynajmniej ograniczyć taką możliwość. Droga do asertywności wymaga więc nauki balansowania pomiędzy szacunkiem do własnych emocji, a takim samym szacunkiem do emocji innych. Nie wystarczy głośno powiedzieć o tym, co się czuje. Trzeba też nauczyć się wiedzy na temat tego, kiedy mówić nie należy. Przywołam tu jeszcze raz o. Augustyna i jego powiedzenie o mówieniu o swoim wnętrzu: ?Nie z każdym, nie zawsze i nie w każdym miejscu?. Żyjemy w świecie skomplikowanych interakcji społecznych. Wchodzimy z ludźmi w relacje o bardzo różnym charakterze. W zależności od rodzaju relacji zmienia się także nasze zaangażowanie emocjonalne oraz poziom zaufania. Nie chodzi przy tym nawet o jakieś głębokie intymne uczucia. Wyobraźmy sobie, że przełożony udzielił nam upomnienia. Uważamy, że było to niesłuszne. Czujemy gniew, ale czy zawsze będzie właściwe wyrażenie go? Obrońcy ?bycia sobą? uznają, że trzeba wyrazić ten gniew w sposób dojrzały, czyli taki, który nie będzie atakiem lecz wyrażeniem swojego własnego stanu. Musimy się jednak dobrze zastanowić nad tym, jak szef przyjmie nasze zachowanie. Rzecz jasna powinniśmy bronić swoich praw. Tego wymaga szacunek do samego siebie, który jest podstawą asertywności. Jednak w podobnej sytuacji warto przemyśleć, czy bilans zysków i strat będzie dla nas naprawdę korzystny. Należy wziąć pod uwagę nie tylko własne uczucia, ale także uczucia drugiej strony konfliktu. Trzeba umieć oszacować zarówno własny poziom dojrzałości jak i poziom dojrzałości drugiej osoby. Asertywność nie polega na udowadnianiu czegokolwiek na siłę. Jeśli jestem osobą o skłonnościach do wybuchania gniewem, to muszę to wcześniej przewidzieć. Być może moja odpowiedź, która na początku będzie zrównoważona, stopniowo pod wpływem reakcji drugiej strony, przemieni się w agresywny wybuch. Jak widać nie chodzi tylko o lęk przed np. ewentualną utratą miejsca pracy. Chodzi o unikania niepotrzebnych sytuacji konfliktowych, gdy nie prowadzą one do konstruktywnego rozwiązania. Nie oznacza to wcale, że zawsze należy konfliktów unikać. Znowu wracamy do kwestii równowagi. Warto w tym miejscu podsumować to, co zostało napisane w tej części cyklu. Asertywność nigdy nie może stać w sprzeczności z przyjętym światopoglądem. Musi być jego integralną częścią. Podstawową cechą asertywności jest równowaga. Trzeba brać pod uwagę własne uczucia, ale także uczucia i pragnienia innych ludzi. Trzeba też nauczyć się obiektywnego oceniania poziomu własnej dojrzałości oraz dojrzałości innych i kształtowania swoich reakcji zgodnie z tą oceną. W kolejnym artykule zajmę się klasycznym podziałem postaw; uległością, asertywnością i agresywnością.Przy omawianiu postawy asertywności używa się tradycyjnie rozróżnienia na trzy podstawowe postawy: agresywną, uległą i asertywną. Takie rozróżnienie może pomóc zrozumieć ideę asertywności, ale nie jest zbyt precyzyjne i także stało się przyczyną wielu nieporozumień. Przypatrzmy się postawie agresywnej, która według większości ludzi jest niewłaściwa. Mimo tego dominującego przekonania jest to postawa dość powszechna. Dezaprobata wobec agresywności jest szczególnym wyróżnikiem naszej kultury. Jednak mimo różnych systemów religijnych i filozoficznych, które potępiały agresję, ona ciągle powraca. Wystarczy przyjrzeć się historii poprzedniego stulecia i okrucieństwom wojen. Tym, którzy zamiast analizy wydarzeń historycznych wolą doświadczenie empiryczne, proponuję przejechać się środkami komunikacji miejskiej w godzinach szczytu. W przeszłości istniały ludy i kultury, które gloryfikowały postawę agresywną. Ideałem mężczyzny był właśnie agresywny wojownik. Można by uznać, że skoro agresja sama w sobie jest zła, to wraz z rozwojem cywilizacji i humanitaryzacją ludzkich stosunków jej poziom powinien się znacznie obniżyć. Jednak nic takiego się nie dzieje. W chwilach gniewu ciągle mamy ochotę zabić przeciwnika lub chociaż zrobić mu poważną krzywdę. Dużym zainteresowaniem cieszą się sporty walki, a o wyczynach kibiców piłkarskich nie trzeba nawet pisać. Ciągle wybuchają nowe wojny. Nim przejdę do formułowania wniosków wynikających z opisanej sytuacji, muszę zaznaczyć różnicę między dwoma pojęciami: gniewem i agresją. Gniew jest to uczucie, które zapewne każdy z nas zna i którego nieraz w życiu doświadczył. Natomiast agresja jest formą przemocy, czyli jest ukierunkowanym działaniem pod wpływem gniewu. Agresja może być skierowana na zewnątrz lub do wewnątrz. Możemy zastosować przemoc fizyczną albo psychiczną wobec drugiego człowieka, ale również wobec samych siebie. Gniew jest naturalnym ludzkim uczuciem. Tak jak pisałem w poprzednim artykule, jest on tak oceniany nie tylko przez psychologów. Nie ma też wartości moralnej w ujęciu teologicznym. Co więcej, na długo przed powstaniem psychologii jako nauki, już Tomasz z Akwinu twierdził, że tłumienie własnych uczuć (a więc także gniewu) jest niemoralne! Nie przeszkodziło to różnym niedouczonym moralistom w namawianiu do tłumienia własnych emocji, jednak fakt pozostaje faktem. Dodatkowo współcześnie uważa się, że tłumienie uczuć może być szkodliwe nie tylko dla zdrowia psychicznego, ale również dla zdrowia fizycznego. Stłumione uczucia mają bezpośredni wpływ na organy wewnętrzne. Prowadzą też do zachowań, które na dłuższą metę są szkodliwe dla zdrowia. Coraz częściej naukowcy stłumiony gniew łączą się z zachorowalnością na nowotwory, wrzodami oraz z chorobami układu nerwowego. Musimy więc przyjąć gniew jako integralną część naszej osobowości i nie starać się go na siłę tłumić. Co jednak nie oznacza, że mamy za każdym razem wybuchać gniewem, gdy go czujemy. Agresja, czyli uzewnętrznianie gniewu podlega naszej decyzji. Warto jednak pamiętać, że istnieją różne formy manifestacji gniewu i nie wszystkie są złe. Gniew jest nam dany jako emocjonalna energia, która napędza nas do działania. To dzięki niemu oburzamy się na niesprawiedliwość i pragniemy jej przeciwdziałać. To on daje nam siłę do obrony, gdy nam lub ludziom nam bliskim dzieje się krzywda. Gniew pomaga przezwyciężyć strach i dodaje sił w zmaganiu się z trudnymi problemami. Jego poziom zależy od temperamentu i nie można go w żaden sposób wykluczyć z naszego życia emocjonalnego. Natomiast sposobów wyrażania gniewu uczymy się przez całe życie. Nie będzie dobrym przełożonym w pracy ani rodzicem ktoś, kto nie potrafi właściwie wykorzystywać i wyrażać swojego gniewu. Kontrolowane wyrażanie gniewu to sztuka sama w sobie. Czasami trzeba nawet posunąć się do bardzo ekspresywnego wyrażenia swoich emocji. Trzeba jednak pamiętać, że gniew zawsze musi być pod kontrolą. Osoba naprawdę asertywna nie będzie się zawsze radośnie uśmiechać, nawet gdy dzieje się coś złego. Czasami potrzebna jest silna reakcja, a kiedy indziej tylko delikatne napomknienie, że coś nas rozgniewało. Trzeba umieć wybrać właściwą formę w zależności od sytuacji oraz w odniesieniu do konkretnej osoby. Trzeba też wiedzieć kiedy z wyrażenia swojego gniewu zrezygnować. Nikt nie rodzi się osobą dojrzałą. Na prawdziwą dojrzałość osobową pracuje się całe życie. Niestety zbyt wielu ludzi w ogóle nie podejmuje trudu pracy nad sobą. Małe dziecko bije rączkami matkę, gdy jest rozgniewane, a wyrostek biega z łomem wokół stadionu, natomiast szef dużej firmy krzyczy każdego dnia po swoich pracownikach. Różnią się od siebie tylko siłą mięśni i prestiżem społecznym, a więc poziomem szkód jakie mogą wyrządzić. Pod względem dojrzałości osobowej są na tym samym poziomie! Są osoby, które ciągle mają zakodowany stereotyp gniewu jako czegoś złego. Jeśli jeszcze zostały obdarowane żywiołowym temperamentem, to od czasu do czasu, mimo usilnych starań, wybuchają gniewem. Później czują się winne, co prowadzi do frustracji i kolejnych wybuchów. Trzeba nauczyć się przyjmować gniew jako dar. Nie nauczymy się wyrażać go w sposób dojrzały z dnia na dzień. Każdemu od czasu do czasu mogą zdarzyć się wybuchy. Warto wówczas na spokojnie przemyśleć całą sytuację. Trzeba też zachować pewną czujność, co wymaga postawy obserwacji wobec własnego wnętrza. Jeśli poczujemy, że ogarnia nas gniew, musimy rozważyć, czy należy go wyrazić i w jaki sposób. Może w tym wypadku lepiej po prostu wyjść? Oczywiście jest to łatwe w teorii, gdy nadchodzi gniew, może być trudno go kontrolować. Jednak lata pracy nad sobą przekonują mnie, że jest to możliwe. Trzeba tylko wykazać wiele cierpliwości wobec samego siebie. Jeśli nauczymy się cierpliwości wobec siebie i własnych niedoskonałości, będziemy też mieli więcej cierpliwości w stosunku do innych ludzi.W związku z agresją trzeba omówić jeszcze jeden mechanizm, którego występowanie jest bardzo powszechne. Mowa tu o jednej z odmian przeniesienia. Bardzo często zdarza się, że ludzie przenoszą swoją agresję z osoby, co do której nie mają możliwości gwałtownego zareagowania, na kogoś innego. Wspomniałem już, że czasami wobec przełożonego w pracy nie można zareagować agresją lub nawet poprzez grzeczne zwrócenie uwagi, iż ten nie ma racji. W takiej sytuacji sporo ludzi przenosi swoją agresję na płaszczyznę rodziny. Tu czują się bezpiecznie, więc zaczynają krzyczeć po współmałżonku lub dzieciach. Później osoba, która została zaatakowana w ten sposób poszukuje sobie kogoś jeszcze słabszego, by móc na nim wyładować swoją agresję. Tak tworzy się całe łańcuchy przemocy psychicznej a czasem także fizycznej. Na pewno nie jest łatwo radzić sobie z nadmiarem gniewu. Jednak takie niedojrzałe postępowanie nie doprowadzi do niczego dobrego. Trzeba stopniowo wypracowywać dojrzałe wzorce radzenia sobie z gniewem. W pierwszym rzędzie musimy mieć świadomość tego, co odczuwamy. Nie należy udawać, że wszystko jest w porządku. Najprostszym wyjściem w takiej sytuacji jest po powrocie z pracy do domu spokojnie powiedzieć, że dziś jesteśmy wyjątkowo rozgniewani i zamiast kłótni wybrać szczerą rozmowę ze współmałżonkiem lub przyjacielem. Nawet jeśli w trakcie tej rozmowy poniosą nas uczucia, to druga strona będzie wiedziała, że agresja nie jest skierowana przeciwko niej. Taka rozmowa z bliską osobą to najlepszy sposób na radzenie sobie z nadmiarem emocji. Nie zawsze jednak będzie ona możliwa. Wtedy pozostaje nam tzw. dialog wewnętrzny. Musimy znaleźć sobie kilka minut odosobnienia i wyrazić uczucia przed samym sobą, a jednocześnie pełnić rolę obiektywnego rozmówcy. Nie jest to łatwe, zwłaszcza na początku. Musimy też pamiętać, że te sposoby nie zadziałają od razu. Trzeba cierpliwie uczyć się panować nad swoimi uczuciami. Po kilku miesiącach (czasem latach) staniemy się osobami o wiele bardziej dojrzałymi, a więc także bardziej asertywnymi. Nie znaczy to, że zmieni się nasz temperament. Nadal będziemy na przykład cholerykiem lub pasjonatem, ale potężna siła naszego gniewu stanie się narzędziem służącym pokonywaniu przeszkód a nie bezmyślnej destrukcji. Postawa uległości może mieć różne korzenie i przybierać różne formy. Tak jak to zostało napisane powyżej, człowiek agresywny może być wobec niektórych osób uległy, by następnie przenosić agresję na innych. Przyczyną jego uległości w takim wypadku jest lęk przed daną osobą albo przed konsekwencjami jakie mogą wyniknąć z jego zachowania. Warto pamiętać, że agresja często jest sprzęgnięta z lękiem i bezradnością. Są też osoby przejawiające uległość niejako z natury. To ludzie obdarzeni temperamentem sentymentalnym. Są zwykle zamknięte na otoczenie i żyją w swoim świecie wewnętrznym. Najlepiej czują się w samotności lub w towarzystwie bliskich przyjaciół, których jednak mają niewielu. Trudno przychodzi im nawiązywanie nowych relacji z ludźmi i starają się unikać jakichkolwiek form konfrontacji. To właśnie to unikanie konfrontacji otoczenie odczytuje jako uległość lub obojętność. Wbrew pozorom ich poziom agresji jest bardzo wysoki, ale rzadko ujawniają go na zewnątrz. Agresja jest często skierowana przeciw własnej osobie. Miewają myśli samobójcze lub żyją ciągle z poczuciem winy i poddają się samooskarżeniom. Czasem po prostu we wszystkim, co robią, doszukują się błędów. Takim osobom o wiele trudniej pracować nad swoją asertywnością niż wspomnianym cholerykom czy pasjonatom. Przynaglenia ze strony otoczenia, że powinny być bardziej asertywne wytwarzają tylko większą presję psychiczną. To prowadzi do kolejnych blokad. Człowiek o temperamencie sentymentalnym potrzebuje wsparcia środowiska i stopniowo nabieranego przekonania, że jego świat wewnętrzny i działania są akceptowane. Nie zawsze jednak może liczyć na taką pomoc. Zamiast więc od początku silić się na zachowania asertywne, najlepiej jest poznawać coraz więcej ludzi, by nabrać większej pewności siebie i przekonania o własnej wartości. Właśnie w tym kierunku powinien pójść cały wysiłek. Zapewne po kilku latach taka osoba przekona się, że także w niektórych sytuacjach wybucha gniewem i jest w stanie kierować go na zewnątrz. Dopiero wtedy może przejść do etapu rozmów i dialogu wewnętrznego. Bywa też tak, że uległość jest skutkiem stłumienia wynikającego z błędnego wychowania. Jeśli przez całe dzieciństwo wszystkie nawet najmniejsze przejawy gniewu były surowo karane lub piętnowane jako niewłaściwe, człowiek może całkowicie stłumić swój gniew. Zazwyczaj nie ma świadomości swoich uczuć i zawsze przyjmuje postawę uległą, gdyż taka wydaje mu się jedyną właściwą w kontaktach z ludźmi. Na wszelkie przejawy gniewu u innych ludzi reaguje lękiem. Nie tylko dlatego, że boi się agresji skierowanej przeciwko sobie, ale również z powodu tego, że przypominają mu, iż podobne siły drzemią w jego własnym wnętrzu. Czasem taka postawa jest jeszcze wzmocniona motywacją religijną. Wspomniałem już, że błędna interpretacja chrześcijańskiej moralności może napiętnować niektóre uczucia jako złe i grzeszne. Zwykle w podobnej sytuacji nie wystarczy tylko pomoc psychologa lub terapeuty. Może być potrzebna również konsultacja z dojrzałym duchownym, który będzie dla takiej osoby autorytetem i wskaże jej właściwe i oficjalne stanowisko Kościoła w tej kwestii. W tym wypadku zazwyczaj najtrudniej jest wypracować postawę asertywności, zwłaszcza w ramach indywidualnej pracy na sobą. Często takie osoby uważają, że postępują właściwie, więc nie proszą nikogo o pomoc, co tym bardziej komplikuje sytuację. Nie znaczy to jednak, że nie ma dla nich nadziei. Jednak pierwszym krokiem jaki muszą zrobić jest uświadomienie sobie, że ich postawa nie jest dobra. Być może wówczas łatwiej będzie im poprosić o pomoc i wsparcie.Uległość może mieć jeszcze jedno oblicze. Jest nim rezygnacja z odpowiedzialności i przerzucanie jej na innych ludzi. Wiadomo, że dziecko powinno być uległe wobec swoich rodziców. Wiąże się to z tym, iż rodzice posiadają zwykle większą wiedzę o świecie niż ich dzieci. Oni też są za nie odpowiedzialni i do nich należy podejmowanie większości decyzji. Jednak stopniowo w procesie wychowania dziecko powinno się uczyć samodzielności tak, aby już jako człowiek dorosły potrafiło podjąć ciężar odpowiedzialności za swoje życie. Dla zachowania porządku potrzebna jest także pewna doza uległości i posłuszeństwa wobec przełożonych w miejscu pracy. Tu także trzeba zaakceptować fakt, że przełożony ponosi większą odpowiedzialność, więc konieczne jest minimum posłuszeństwa wobec niego. Podobnie może wyglądać sytuacja w kontaktach z przedstawicielami prawa. Jednak w większości wypadków osoba dorosła nie może, a nawet nie powinna rezygnować z odpowiedzialności i nawet w przedstawionych powyżej sytuacjach ma prawo, a często nawet obowiązek wykazać swoje racje. Wyróżnikiem dojrzałej osobowości jest podejmowanie odpowiedzialności w takim zakresie, jaki z racji zajmowanej pozycji (w pracy, w rodzinie, w społeczeństwie) jej przysługuje. Wiele osób często boi się podejmować odpowiedzialność i dlatego wybiera postawę uległą i przerzuca odpowiedzialność na innych. Niech oni podejmują decyzję, jeśli coś nie wyjdzie, to wtedy nie ja będę winny! Trzeba też umieć odróżnić sprawy, które faktycznie zależą ode mnie, od tych na które nie mam żadnego wpływu. Nic nie daje nieustanne czucie się winnym za rzeczy, które nie podlegają moim decyzjom i których nie mogę zmienić. W ten sposób udało nam się prześledzić różne warianty zachowań i postaw sprzecznych z asertywnością. Wiemy już czym ona nie jest. Z tego negatywnego obrazu wyłania się jednocześnie obraz pozytywny. Można już spróbować opisać, czym naprawdę jest prawdziwa asertywność. Pierwszym krokiem na drodze do asertywności jest poznanie samego siebie. Trzeba zrozumieć mechanizmy jakie rządzą naszym zachowaniem. Dobrze jest zrobić sobie kilka testów, które umożliwią poznanie swojego temperamentu. Wtedy łatwiej nam będzie zauważyć swoje mocne i słabe strony. Spróbujmy także zastanowić się nad wykształconymi w procesie wychowania postawami. Czy na pewno wszystkie są właściwe? Być może nauczono nas tłumić swoje uczucia lub wręcz przeciwnie, jesteśmy przyzwyczajeni do wyrażania tego co czujemy i myślimy bez oglądania się na konsekwencje. Tak więc asertywność to nieustanne poznawanie siebie. Nie musimy godzinami analizować każdego zachowania ani każdego wypowiedzianego słowa. Wystarczy jeśli będziemy czujnymi obserwatorami samych siebie. Drugim krokiem jest akceptacja. Musimy uznać bez lęku stan dzisiejszy i poziom naszej dojrzałości. Trzeba pamiętać, że próba szybkiego zmieniania siebie i swoich zachowań nie doprowadzi do niczego dobrego. Zmiany muszą dokonywać się stopniowo i trzeba nauczyć się cierpliwości oraz wyrozumiałości wobec samych siebie. Musimy dać sobie prawo do popełniania błędów, a jednocześnie możliwość uczenia się na nich tak, by w przyszłości było ich mniej. Kolejnym etapem wzrastania do asertywności jest uczenie się szacunku do swoich uczuć i pragnień. Nie ma w nich nic złego ani zasługującego na pogardę. Nie znaczy to, że zawsze powinniśmy wyrażać nasze emocje bez skrępowania. Możemy jednak mieć je na uwadze i nie musimy ich tłumić. Gdy już poznamy w jakiejś mierze siebie i nauczymy się szanować nasz świat wewnętrzny, możemy uczyć się wyrażać swoje uczucia w dojrzały sposób. Najlepszym ?poligonem doświadczalnym? będą rozmowy z najbliższymi, którym łatwiej będzie wybaczać nam drobne potknięcia, jeśli będą wiedzieli, że w danej chwili nasza gwałtowność nie jest atakiem na nich. Z czasem nauczymy się spokojnie mówić o swoim gniewie i obawach. Trzeba też umieć przyznawać się do błędów. Wszystkie te zalecenia mogą sugerować postawę nadmiernego skupiania się na sobie. Tak jednak nie jest. Jeśli nauczymy się rozumieć i akceptować swoje uczucia i poruszenia wewnętrzne, to po pewnym czasie łatwiej będzie nam podobnie ustosunkować się do innych ludzi. Prawdopodobnie staniemy się bardziej cierpliwi i wyrozumiali. Gdy ktoś przy nas wybuchnie gniewem, będziemy mieli świadomość jakie motywy nim kierują. Będziemy sobie zdawać sprawę z siły nieuświadomionego lęku i bezradności, jakie prawdopodobnie kierują tym człowiekiem. Wtedy nie będziemy musieli odpowiadać agresją na agresję, ani z obawy uciekać w postawę uległości. Łatwiej będzie nam opanować sytuację i doprowadzić do spokojnej rozmowy. W tym wszystkim można popełnić jeden zasadniczy błąd. Zdarza się on wielu osobom, zwłaszcza na początku drogi do asertywności. Gdy już się wie jak pracować nad sobą, istnieje poważna pokusa by pouczać innych, że powinni robić to samo. Każde ich zachowanie rozbiera się na tzw. ?części pierwsze? i wyjaśnia danej osobie, dlaczego w określonej sytuacji postąpiła właśnie tak. Nikt nie lubi, gdy ktoś na siłę wdziera się do jego wnętrza. Nigdy nie należy tego robić, chyba że ktoś wyraźnie zwróci się do nas o pomoc. W przeciwnym wypadku możemy tylko niepotrzebnie kogoś zranić, a nasze rady i tak mu nie pomogą. Asertywność to sztuka kompromisu pomiędzy naszymi pragnieniami i uczuciami oraz pomiędzy pragnieniami i uczuciami ludzi wokół nas. Trzeba umieć zachować równowagę. Człowiek asertywny to człowiek dojrzały i życzliwy, a więc taki, który sam jest szczęśliwy i pozwala innym także osiągnąć szczęście. Nigdy nie osiągniemy stanu idealnego, warto jednak się starać o to, by jak najbardziej się do niego zbliżyć.