Offcanvas Info

Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

KURSY | TELEFONY | TORTY | ELEKTRO | FINANSE | MODA | KOMÓRKI | AGD | WAKACJE | UBRANIA | BEZPIECZEŃSTWO
Mówią o nim politycy i ekonomiści. Próbuje się nawet wdrażać specjalne programy mające na celu rozbudzanie zaradności pośród osób bezrobotnych. Nie brak też pobieżnych analiz, które w mniejszym lub większym stopniu upatrują przyczyn wzrastającej liczby ludzi bez pracy w ich nieudolności do funkcjonowania na kapitalistycznym rynku pracy. Tak ostatecznie utarło się przeniesione na nasz krajowy grunt pojęcie wyuczonej bezradności. Przeglądając podobne publikacje i słuchając takich wypowiedzi, odnoszę wrażenie, że są one tworami bardzo subiektywnymi. Wnioski podyktowane zostają zwykle sytuacją wypowiadającego się i nie mają nic wspólnego z naukową analizą. Wskazuje się na takie przeszkody, jak: wiek, płeć, niepełnosprawność, czy wreszcie wykształcenie nie odpowiadające potrzebom rynku. Nie wiem, czy uda mi się w pełni uniknąć popadnięcia w subiektywizm. Mam jednak zamiar pokusić się o nieco bardziej precyzyjną analizę i odwołać się w tym celu do badań psychologicznych. Na wstępie trzeba zauważyć, że termin zaradności (najczęściej tożsamy z tzw. zaradnością życiową) przeszedł z języka potocznego do psychologii społecznej i socjologii. Nieco inne, choć podobne znaczenie nabrało to pojęcie w ostatnich latach i dziś najczęściej odnosi się właśnie do zachowań na rynku pracy. To nadało też kierunek nowym badaniom naukowców. Kolejna ważna okoliczność, którą nie zawsze bierze się pod uwagę lub błędnie interpretuje, to osobliwa sytuacja w krajach postkomunistycznych, która nie ma sobie odpowiednika na Zachodzie. Z tego powodu wyniki badań psychologów np. z USA nie zawsze mogą nam w pełni wyjaśnić postawy ludzi w naszym kraju. Choć jednocześnie uważam, a postaram się to wyjaśnić w dalszej części wywodu, że fakt przemiany ustrojowej bywa przez nas przeceniany, gdy próbujemy analizować postawę zaradności na rynku pracy. Nie podlega dyskusji, że niektóre ustroje i systemy społeczne bardziej aktywizują ludzi a inne mniej. Jednak wbrew pozorom nie one mają decydujące znaczenie. Bardziej istotne, na co już od dawna wskazują psychologowie, jest środowisko rodzinne. Badania Seligmana pokazały, że owa modna ostatnio wyuczona bezradność (najprawdopodobniej to on sam jest autorem tego pojęcia) nie jest domeną ludzi w Polsce i sąsiednich krajach. Przejawia ją znaczny odsetek absolwentów amerykańskich szkół. Przyczyną jest właśnie postawa rodziców. Osoby przyzwyczajone w dzieciństwie, że odpowiedzialność podejmuje się za nie i pozbawione jakichkolwiek obowiązków nie potrafią odnaleźć się na rynku pracy i zadbać o swoje własne życie. Ujmując rzecz w pewien cudzysłów ? zbyt ?dobra rodzina? nie sprzyja wyuczeniu się postawy zaradności. Tę zależność możemy przenieść na system ustrojowy i tak się właśnie często czyni. Argumentuje się przy tym, że ustrój, w którym każdy miał zagwarantowaną pracę, nauczył wielu ludzi bezradności. Jest to jednak zbytnie uproszczenie. Nawet w ustroju socjalistycznym istniało pewne zróżnicowanie związane ze statusem społecznym i zawodowym. Nie konkludujmy tego pochopnie stwierdzeniem o przynależności partyjnej. Nie czas tu i miejsce na analizy polityczne. Dość stwierdzić, że zdobywanie wykształcenia i lepszej pracy także wymagało pewnej zaradności. Niekoniecznie oznaczało to związki z ówczesną władzą. Warto pamiętać, że w każdym ustroju rodzina może wychowywać do zaradności jak i do bezradności. Wróćmy do badań Seligmana. Wprawdzie wspomniałem, iż nie możemy bezkrytycznie przyjmować wyników zachodnich badaczy, to akurat tezy tego psychologa wydają się w kontekście omawianego tematu bardzo przydatne. Zapewne zauważyliście co szczególnie cechuje ludzi, którzy wykazują życiową bezradność. Jest to daleko idący pesymizm i brak wiary w swoje własne siły i możliwości. Niczym refren w ich wypowiedziach powtarza się stwierdzenie, że nic nie można zrobić. Mógłbym przytoczyć w tym zakresie sporo różnych powiedzonek, których nasłuchałem się w życiu. Wystarczy wspomnieć, jak tego typu ludzie reagują na grzecznościowe pytanie o swoją sytuację życiową; ?Stara bieda?. To słyszymy od nich najczęściej. Właśnie takiemu pesymizmowi przeciwstawia Seligman swoje dwa postulaty. Pierwszy dotyczy racjonalnego myślenia, a drugi wiary we własne siły i optymizmu. Nim postaram się je omówić, chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jeden szczegół. Podobną postawę bezradności przejawiają nasi rodacy, którzy nie potrafią dostrzec możliwości dokonania zmian w swoim życiu, jak i badane przez Seligmana rozpieszczone dzieci z amerykańskich średniozamożnych rodzin. Podkreślam tę zbieżność, by ostatecznie wykazać, że ustrój nie jest tu czynnikiem jedynym i niekoniecznie decydującym. Może nas też dziwić postulat optymizmu w stosunku do ludzi, którzy w swoim dzieciństwie nie odczuwali większych braków. Logicznie byłoby raczej zalecać wychowanie do odpowiedzialności za własne życie. Na pewno jest to ważny element, ale zdaniem badacza wcale nie najistotniejszy. Gdy akcentuje się odpowiedzialność można bowiem wpaść w swoistą pułapkę. Wielu ludzi stara się znaleźć dobrą pracę i zmienić swoje życie na lepsze. Mimo tych starań nie osiągają sukcesu. Trudno im wszystkim odmówić postawy odpowiedzialności. Bezradność nie musi się przejawiać całkowitą biernością, lecz właśnie brakiem skuteczności i entuzjazmu w działaniu. Dopiero kolejne niepowodzenia spychają stopniowo w stan bierności. Na temat siły entuzjazmu warto poczytać leciwą już, ale ciągle aktualną książkę Franka Bettgera ?Jak przetrwać i odnieść sukces w biznesie?.  Źródła: M. SELIGMAN, Optymizmu można się nauczyć. Jak zmienić swoje myślenie i swoje życie, tłum. A. Jankowski, ?Media Rodzina? Poznań 2000. F. BERRGER, Jak przetrwać i odnieść sukces w biznesie, ?Studio Emka? Warszawa 1993.