Jak dobrze przemawiać publicznie

Już od zarania dziejów, gdy ludzkość wynalazła mowę, szybko okazało się, że nie służy ona tylko do indywidualnej komunikacji, lecz może także być potężnym narzędziem w kierowaniu grupą ludzi. Po wielu tysiącleciach ogólnoludzkich doświadczeń można powiedzieć, że publiczne przemawianie spełnia dwie istotne funkcje. Jedną z nich jest funkcja perswazyjna a drugą informacyjna. Wielcy wodzowie wygrywali bitwy i wojny nie tylko dlatego, że byli dobrymi strategami. Zazwyczaj byli także dobrymi psychologami i mówcami. Potrafili przed bitwą, za pomocą krótkiej mowy, rozgrzać serca swoich żołnierzy i natchnąć ich wiarą w zwycięstwo. To częściowo dzięki temu małe liczebnie armie potrafiły pokonać kilkakrotnie większe wojska i zmusić je do ucieczki. Szybko okazało się, że przemawianie jest także doskonałym narzędziem politycznym. Grecy rozwinęli je i nadali mu znamiona sztuki, a w starożytnym Rzymie istniały specjalne szkoły retoryki. Wraz z rozwojem współczesnego handlu i konkurencji wolnorynkowej zaistniała potrzeba zdobycia skutecznych narzędzi motywowania własnych pracowników. Tu także istotną rolę grają przemówienia publiczne. Publiczne przemówienia wykorzystuje się nie tylko w celu osiągnięcia bezpośrednich korzyści. Także religie, a zwłaszcza chrześcijaństwo, wypracowały system nauczania oparty na publicznych wystąpieniach. Podobnie rzecz się ma z uniwersytetami. Również od czasu do czasu w ramach przyjęć towarzyskich powstaje potrzeba publicznego wystąpienia. Jak widać okazji do publicznych przemówień może być wiele. Nie będę tutaj wszystkich wymieniał. Bardziej istotną kwestią jest poznanie zasad, dzięki którym można nauczyć się dobrze przemawiać publicznie. Obecnie funkcjonuje wiele szkół, które uczą perswazyjnego przemawiania polityków i menedżerów. Błąd, jaki popełnia się w czasie tych kursów, polega na wyposażaniu jego uczestników w różne psychologiczne „sztuczki”. Efekt takiego postępowania widać przy okazji ich wystąpień. Bowiem błąd tkwi w pominięciu aspektu informacyjnego, jaki musi się pojawić w każdym przemówieniu. Nawet jeśli celem jest zmotywowanie ludzi do jakiegoś działania, to musi towarzyszyć temu odpowiedni zasób obiektywnych informacji. Oczywiście proporcje pomiędzy aspektem perswazyjnym a informacyjnym będą różne, w zależności od rodzaju przemówienia. Jednak nigdy nie może zabraknąć żadnego z nich. Aspekt perswazyjny będzie dominował w wystąpieniach politycznych i mowach do pracowników. Natomiast aspekt informacyjny będzie bardziej widoczny w wykładach uniwersyteckich i konferencjach naukowych. Odmienny błąd popełnia wielu wykładowców. Dbają o jakość merytoryczną przekazu, lecz zupełnie pomijają aspekt perswazyjny. Co więcej, nie rozróżniają formy przekazu pisanego i przekazu ustnego. Dzięki temu stają się mistrzami w... usypianiu audytorium. Pozwolę sobie na stwierdzenie, iż około 80% wykładowców nie ma najmniejszego pojęcia o publicznym przemawianiu. Niewiele lepiej rzecz wygląda pośród duchowieństwa (nauczanie homiletyki w seminariach opiera się na bardzo przestarzałych i nieaktualnych zasadach). Natomiast biznesmeni stosują wyuczone zasady przemawiania, ale w ich wypadku jest to często sztuka dla sztuki. Trudno takie działania uznać za profesjonalne, gdyż brakuje w tych mowach konkretnych treści. Jako podstawa do niniejszego cyklu artykułów posłużą mi głównie dwa źródła. Jednym z nich jest książka Dona Asletta Jak przemawiać publicznie i nie wyjść na idiotę, a drugim moje własne kilkunastoletnie doświadczenie. Miałem swego czasu okazję wygłaszać sporo konferencji, a także mogłem przez krótki okres czasu występować w radio. Mam więc nadzieję, że porady jakie zamierzam przestawić okażą się pomocne wielu osobom, które z racji zajmowanego stanowiska lub z innych powodów muszą przemawiać publicznie. Wspomnianą wyżej książkę bardzo polecam, choć moim zdaniem zawiera ona kilka błędnych tez. W dalszych częściach wyjaśnię rozbieżności związane z doświadczeniem autora a tym, które dane mi było zdobyć osobiście. Posłużę się także kilkoma innymi źródłami. W tym miejscu wspomnę o pierwszej i najważniejszej rozbieżności. Zdaniem Asletta, dobry mówca może podjąć się przemówienia na każdy temat. Jest to złudzenie, któremu niestety ulega nawet wielu profesjonalistów. Faktem jest, że dobry mówca z wieloletnim doświadczeniem może mówić na wiele tematów, ale nie na wszystkie! Podam prosty przykład, który ostatecznie rozwieje wątpliwości. Myślę, że bez fałszywej skromności mogę napisać, iż posiadam spory zasób wiedzy z zakresu różnych nauk humanistycznych. Gdybym więc otrzymał zaproszenie do wygłoszenia konferencji, w którejś z tych dziedzin lub jakiejś dziedzinie pokrewnej, to dzięki posiadanej wiedzy oraz doświadczeniu w przemawianiu, mógłbym się przygotować do wystąpienia w stosunkowo krótkim czasie. Zupełnie inaczej sprawa będzie wyglądała, gdybym otrzymał zaproszenie do wygłoszenia wykładu z fizyki lub chemii (oraz innych nauk ścisłych). Zwłaszcza jeśli audytorium składałoby się ze specjalistów w danej dziedzinie. W tym wypadku nie wystarczyłyby mi nawet dwa miesiące przygotowań. Nie pomogłaby mi także cała moja wiedza psychologiczna i znajomość zasad publicznego przemawiania. Przyjęcie takiego zaproszenia byłoby z mojej strony niepoważne i nieprofesjonalne. Wiedza jest podstawą. Trzeba wiedzieć o czym się mówi i zawsze posiadać na dany temat większy zasób informacji niż ten, jaki planuje się przekazać. Trzeba się bowiem liczyć z pytaniami ze strony słuchaczy. Dlatego uważam, że o fizyce powinien mówić fizyk, a o matematyce – matematyk. Natomiast o skutecznej sprzedaży może mówić ktoś, kto odnosi sukcesy w sprzedaży. Jednak sama wiedza nie wystarczy. O tym jednak napiszę w kolejnych artykułach.Kolejna istotna różnica pomiędzy zebranymi przeze mnie doświadczeniami a książką Asletta wynika głównie z odmienności kulturowej. Gdy czyta się poradniki napisane przez amerykańskich autorów, trzeba mieć świadomość, że tam ludzie reagują zupełnie inaczej niż w naszym kraju. Don Aslett zachęcał do szukania bardzo ekspresywnych form wyrazu, które jego zdaniem powinny towarzyszyć wystąpieniu. Napisał, iż często w czasie swoich przemówień skakał i robił inne podobne rzeczy. Być może takie zachowanie przyciąga uwagę amerykańskiej publiczności. U nas prawdopodobnie wzbudzi konsternację. Polskie audytorium jest o wiele bardziej spokojne i podobnych zachowań oczekuje od przemawiającego. W ramach różnych pokazów jest też mniej skłonne do ulegania sugestiom zachęcającym np. do głośnych okrzyków itp. Czasem przenosi się bezkrytycznie zachodnie wzorce i albo odnosi całkowitą porażkę, albo też wywołuje efekt sztuczności. Przodują w tym mówcy firm zajmujących się sprzedażą bezpośrednią oraz tzw. mówcy charyzmatyczni na przeróżnych zgromadzeniach religijnych. Miałem kilka razy okazję obserwować, jak zachodni mówca zupełnie tracił kontrole nad sytuacją, gdy polska publiczność nie reagowała zgodzenie z jego oczekiwaniami. Dużo w tym względzie zależy także od rodzaju audytorium. Im bardziej dane przemówienie ma charakter oficjalny, tym bardziej trzeba stosować ekspresyjne środki wyrazu z umiarem. Nie znaczy to jednak, że mamy stać sztywno i mówić monotonnym głosem. Wręcz przeciwnie. Każde przemówienie musi być poparte odpowiednią gestykulacją oraz modulacją głosu. Te elementy omówię jeszcze dokładnie w odpowiednim momencie. Zacznijmy jednak od początku. Oto dowiadujemy się, że przyjdzie nam wygłosić przemówienie. Tak jak pisałem wcześniej, możemy się tego podjąć pod warunkiem, iż mamy wystarczający zasób wiedzy na temat, którego przemówienie będzie dotyczyło. Podstawowe pytanie dotyczy czasu przygotowania przemówienia. Nie ma w tym wypadku żelaznych reguł. Na początku potrzebowałem około tygodnia na takie przygotowania. Dziś wystarczyłoby mi około godziny lub dwóch. Dużą rolę w tym względzie odgrywa doświadczenie. Z czasem przygotowania trwają coraz krócej. Swoistą wizytówkę naszego przemówienia będzie stanowił jego tytuł. Jeśli jest to możliwe, należy go samemu wymyślić. Trzeba tak dobrać słowa, by intrygowały przyszłe audytorium. Można postarać się o to, aby tytuł był nieco kontrowersyjny. Dzięki temu już na wstępie wzbudzimy zainteresowanie. Oczywiście tytuł musi być zgodny z wymogami naszego audytorium. To stawia nas przed kolejnym zagadnieniem. Trzeba wiedzieć do kogo będziemy mówić. Zarówno dobór treści jak i formy przemówienia musi być podyktowany rodzajem uczestników. Inaczej mówi się do młodzieży, a inaczej do naukowców. Jeszcze inaczej będzie wyglądało przemówienie do polityków. Warto porozmawiać z organizatorami i dowiedzieć się jak najwięcej na ten temat. Następnym krokiem będzie organizacja materiału. Trzeba na tym etapie zajrzeć do odpowiednich książek i sprawdzić, czy wszystko pamiętamy. Tak jak pisałem w poprzednim artykule, zasób naszej wiedzy musi być większy, niż zamierzamy pierwotnie przekazać. Jest to bardzo ważne. Po pierwsze dlatego, że musimy spodziewać się pytań ze strony odbiorców, a po drugie może nam się zdarzyć, że źle obliczymy czas trwania naszego wystąpienia i wtedy zawsze możemy dorzucić kilka dodatkowych informacji. Generalnie lepiej skończyć kilka minut przed czasem niż kilka minut po. Jednak jeśli zostaliśmy opłaceni za konkretny czas, wówczas właśnie mogą się przydać dodatkowe informacje. Nigdy nie należy spisywać przemówienia. Nie należy czytać z kartki ani uczyć się na pamięć. Wiem, że obie te praktyki są często stosowane i zapewne znajdą swoich obrońców, lecz właśnie dlatego tak niewielu mamy dobrych mówców. Trzeba pamiętać, że przekaz mówiony różni się ekspresją od przekazu pisemnego. Po co mam słuchać przez godzinę tego, co mogę przeczytać w pięć minut w domu? Jeśli wybieram się na czyjś wykład, to po to, by mieć żywy kontakt z osobą mówcy. Gdy zamiast tego trafiam na mruczącego jegomościa, który ma kontakt jedynie ze swoją kartką, uważam, że straciłem czas. Ktoś kto czyta z kartki daje wyraźny przekaz do podświadomości audytorium, że nie zna się na tym co jest tematem przemówienia. Gdyby się znał i jeśli pracuje nad tym od wielu lat, to może przecież mówić z pasją i w zasadzie bez przygotowania. Co z tego, że został przedstawiony jako wybitny uczony. Przecież na jego miejscu może siedzieć każdy i czytać przygotowaną przemowę. Czy więc nie można mieć ze sobą kartki? Można, ale powinna ona zawierać tylko ogólny plan wystąpienia. Najlepiej w punktach spisanych bardzo dużą czcionką. Tak, by wystarczył rzut oka w sytuacji, gdy zgubimy wątek. Nic więcej! Podobnym błędem jest uczenie się na pamięć. Ludzie w momencie stresu zapominają tego, czego mechanicznie się nauczyli. Mówiąc mamy w swojej głowie szukać informacji na temat, a nie konkretnych związków frazeologicznych z naszej kartki. W tym miejscu jest konieczna jeszcze jedna uwaga. Dobry mówca, to człowiek, który ma spory zasób słów oraz potrafi je szybko kojarzyć ze sobą. Wspomniałem już, że potrzebna jest wiedza na konkretny temat związany w wystąpieniem. Teraz posunę się dalej. Trzeba mieć też sporą wiedzę ogólną, którą będzie się z dnia na dzień poszerzało. Trzeba czytać jak najwięcej przeróżnych książek. Trzeba chodzić (jeśli to możliwe) na wykłady dobrych mówców. Ważne jest nieustanne wzbogacanie swojego słownictwa. Wówczas nigdy nie zabraknie nam nagle słów w czasie przemówienia. Dobrą formą ćwiczenia jest też gra w scrabble ze znajomymi. Dlaczego tak wielu ludzi czyta z kartki? Dlatego, że często zapytani o coś wprost nie potrafią poskładać poprawnego zdania. Nim Czytelnik posądzi mnie o złośliwość, proszę o zwrócenie uwagi na telewizyjne wypowiedzi różnych ekspertów. Często w ich zdaniach brakuje podmiotu lub orzeczenia. Brak poprawnie dobranej formy zaimków. To tylko niektóre błędy, a jest ich więcej. Jeśli ktoś mówi „Mi się to nie podoba” albo „Witam ciebie”, to zdecydowanie nie powinien przemawiać publicznie.Zanim udamy się na miejsce, w którym będziemy przemawiać, musimy zadbać o nasz strój. Nie zawsze musi to być elegancki garnitur lub (w przypadku kobiet) kostium. Należy jednak ubrać się stosownie do okazji. Im bardziej przemówienie ma charakter oficjalny, tym bardziej nasz ubiór musi być również oficjalny. Gdy przemawiamy do młodzieży, można pozwolić sobie na większą dowolność. Niezależnie od tego co wybierzemy, nasz ubiór powinien być wygodny i dobrany na miarę. Zapewne wszyscy znają zasadę pierwszego wrażenie. Niestety często w praktyce się o niej zapomina. Nie możemy także cały czas skupiać się na jakimś przeszkadzającym nam elemencie ubioru. Bardzo ważne w tym względzie są buty. Jeśli mamy zamiar stać lub chodzić w czasie mowy, to muszą nam one zapewnić maksimum wygody. Trzeba pamiętać, by kolory były wyważone. Nie należy ubierać nic w paski, groszki itp. Poszczególne części garderoby powinny mieć jednolity kolor. W przypadku panów dotyczy to także krawatu. Dłuższe wpatrywanie się w mówcę odzianego w pasiasty strój powoduje swoisty efekt hipnotyczny. Zostaje wówczas osłabiona uwaga i pamięć krótkoterminowa. Należy też unikać błyszczących elementów garderoby. W tym wypadku zwłaszcza panie powinny ograniczyć ilość noszonej biżuterii na czas wygłaszanego przemówienia. Ostatni etap przygotowania do wystąpienia następuje tuż przed jego rozpoczęciem. Warto się postarać o to, by na miejsce przybyć wcześniej nim zejdą się słuchacze. Zyska się dzięki temu czas na to, aby sprawdzić nagłośnienie i akustykę pomieszczenia. Jeśli dysponujemy słabym mikrofonem, trzeba mówić wprost do niego. Gdy mamy do czynienia z bardzo dobrym nagłośnieniem, wówczas należy sobie tak ustawić mikrofon, by był tuż pod naszymi ustami – na wysokości brody. Wówczas strumienie wydychanego powietrza nie będą uderzać w membranę. Trzeba pamiętać, że od takich drobnostek zależy często pozyskanie uwagi audytorium. Dudnienie w głośnikach lub zbyt cichy przekaz szybko znużą odbiorców. Niezależnie od tego, z jakim mikrofonem przyjdzie nam pracować, trzeba go sprawdzić. Jeśli będzie to mikrofon na mównicy lub statywie, dostosujmy wcześniej jego wysokość do naszego wzrostu. W przypadku mikrofonu trzymanego w ręce lub wpinanego do ubrania, także trzeba wcześnie przetestować jego działanie. Nie należy w tym wypadku ufać organizatorom, nawet jeśli zapewniają, że wszystko będzie w porządku. Ostatecznie to nie oni, lecz my poniesiemy porażkę w przypadku źle działającego nagłośnienia. Osobiście uważam, że najlepiej mówić w pozycji stojącej, choć zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest to możliwe. Wyprostowana postawa zapewnia lepszą emisję głosu. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo nasz głos ma wpływ na jakość przekazu. Zanim przejdę dalej, wrócę jeszcze do momentu wcześniejszych przygotowań. Zapewne nie uda nam się tego osiągnąć od razu i nie wykorzystamy tego narzędzia psychicznego oddziaływania w trakcie naszych pierwszych przemówień, trzeba jednak starać się wyćwiczyć sposób mówienia. Chodzi tu o mówienie z przepony, które nadaje głębszą barwę głosu. Na początku może to być bardzo męczące. Jednak z czasem właśnie taki sposób mówienia daje możliwość przemawiania przez długi okres czasu. Ma to też niebagatelny wpływ na psychikę słuchaczy. Takie brzmienie głosu jest odbierane jako bardziej godne zaufania. Zbyt wysoki głos, mówienie przez nos ma często przeciwny efekt. Trzeba w trakcie ćwiczeń położyć palec na dolnej części gardła, aby czuć drganie strun głosowych. Staramy się wówczas mówić w trakcie nabierania powietrza, a nie w trakcie wydychania. Trzeba czuć jakby w trakcie mówienia powietrze było kierowane do środka płuc. Wówczas drganie strun głosowych będzie nieco mniejsze. Kolejne ćwiczenie polega na tak zwanym mówieniu legato. Skupiamy się na początku na jednej sylabie lub samogłosce. Zaczynamy od wysokiego tonu i schodzimy coraz niżej nabierając w tym czasie powietrza do płuc. W pewnym momencie przechodzimy płynnie do podwyższania tonu. Ćwiczenie to umożliwi nam doskonalenie techniki modulacji, która od strony psychologicznej ma niesamowity wpływ na jakość przekazu. Kolejnym krokiem związanym z bezpośrednim przygotowaniem jest oświetlenie. Trzeba zadbać o to, byśmy byli dobrze widoczni dla audytorium. Nie tylko nasz głos składa się na przekaz, ale także mimika twarzy i gesty. Nie wygłasza się przemówień w ciemnościach. Jeśli posiadamy jakieś rekwizyty, to muszą one być dobrze widoczne. Najlepiej jest poprosić kogoś, kto będzie przez cały czas czuwał nad sprzętem nagłaśniającym i oświetleniem. Jest to istotne zwłaszcza wtedy, gdy mamy zamiar ilustrować swoje słowa pokazem slajdów lub innymi elementami wymagającymi zgaszenia świateł. Jednak światło powinno być wyłączone tylko wtedy, gdy jest to niezbędne. Nie należy też zapominać o oświetleniu publiczności. Audytorium nie powinno siedzieć w mroku. Brak światła powoduje senność. Ludzie czują się o wiele lepiej, gdy pada na nich światło. Reagują wówczas bardziej spontanicznie. Światło umożliwia także robienie notatek. Przemówienie publiczne stanowi rodzaj interakcji, dlatego nie tylko audytorium musi widzieć mówiącego, także przemawiający powinien dobrze widzieć swoich odbiorców. W pewnym sensie w czasie wygłaszania swojej mowy kieruje on nimi i ich rekcjami (o czym jeszcze szerzej napiszę). Musi więc widzieć jaki skutek odnoszą jego słowa. Wbrew pozorom wszystkie te techniczne szczegóły bardzo oddziaływają na psychikę audytorium i mają niebywały wpływ na jakość odbioru. Dlatego w kolejnym artykule omówię następne istotne szczegóły, które pozwolą doskonalić warsztat publicznego przemawiania.Ludzką uwagę łatwo jest pozyskać, ale jeszcze łatwiej ją utracić. Musimy pamiętać o tym, że uwaga publiczności powinna cały czas koncentrować się na naszej osobie. Jeśli to możliwe, powinno się wyeliminować wszystkie niepotrzebne hałasy. Salę należy wywietrzyć, lecz na czas trwania wystąpienia wszystkie okna powinny być zamknięte. To samo dotyczy drzwi. Często w czasie trwania mowy puszcza się w obieg jakąś książkę lub przedmiot, by ludzie mogli je dokładnie zobaczyć. Nie jest to dobry zwyczaj. Jedyne, co w ten sposób zyskamy, to rozproszenie uwagi i niepotrzebny szum. Zwykle nie możemy po prostu zakazać przychodzenia po czasie rozpoczęcia mowy. Każdy, kto już przemawiał publicznie, wie jak bardzo denerwujący są spóźnialscy. Zamiast udawać, że nic się nie stało, lepiej przerwać wystąpienie, grzecznie powitać spóźnioną osobę i wskazać jej wolne miejsce. Dopiero potem można wrócić do przerwanego wątku. W naszym interesie leży również zadbanie o rozmieszczenie publiczności. Wbrew pozorom, to jak ludzie siedzą, nie jest rzeczą obojętną. Ich reakcje są od tego w dużej mierze uzależnione. W grupie wszystkie zachowania i naturalne reakcje potęgują się. O wiele łatwiej jest wpłynąć na dużą grupę niż na małą. Im nasza publiczność będzie większa, tym łatwiej nią kierować. Dlatego krzesła powinny być ustawione blisko siebie. Ludzie będą reagować bardziej spontanicznie na nasze żarty i sugestie. Wcześniejsze przybycie na miejsce jest więc dość istotne. Daje ono jeszcze jedną ważną korzyść psychologiczną. Przebywając pół godziny w jakimś pomieszczeniu (w tym wypadku w sali, w której mamy przemawiać) zdążymy się z nim oswoić i łatwiej będzie nam opanować zdenerwowanie. Pozostaje jeszcze jedna ważna kwestia, której trzeba przypilnować, nim zaczniemy przemawiać. Jest nią czas. Należy zrobić absolutnie wszystko, by zacząć swój występ punktualnie. Musimy pamiętać, że jeśli coś się przeciągnie z winy organizatorów, to my będziemy obwiniani za poślizg. Musimy się starać zadbać o to i naciskać w ten sprawie na organizatorów. Może się jednak zdarzyć i tak, że to nie my, ale publiczność w większości się spóźni. Oto jesteśmy gotowi do przemawiania, organizatorzy zadbali o wszystko, a sala jest prawie pusta. Muszę przyznać, że jest to dylemat, z którego niełatwo wybrnąć. Don Aslett radzi w tej sytuacji poczekać, aż zbierze się większość przewidywanych uczestników. Według niego czeka się tyle, ile trzeba. Wydaje się to słuszne. Nikt nie ma ochoty mówić do dwu osób na wielkiej sali, na której miało się zebrać ponad sto. Zdarzyło mi się być w takiej sytuacji i uważam, że jest to dość niekorzystne dla mówcy. Jednak oto mamy dwie osoby, które wykazały kulturę osobistą i w przeciwieństwie do reszty, przyszły punktualnie. Czy więc należy je „karać” za niestosowne zachowanie pozostałych? Moim zdaniem, najlepiej odczekać pięć albo dziesięć minut, lecz jeśli ciągle nie ma większości, to można wykorzystać tę nadwyżkę wiedzy, o której wcześniej wspomniałem. Ludzie (te dwie przykładowe osoby) przyszli posłuchać, bo interesuje ich sam mówca lub temat, który zamierza poruszyć. Trzeba więc okazać im szacunek i powiedzieć o kilku ciekawych rzeczach związanych z głównym tematem, jakie początkowo nie miały się znaleźć w mowie. Trzeba ten fakt zaznaczyć na wstępie. Gdy po następnych kilkunastu minutach nadal jest niewiele osób, nie pozostaje nic innego jak zacząć właściwe przemówienie. Czas przemówienia jest niezmiernie ważny. Trzeba już wcześniej wiedzieć, ile planuje się mówić. Wraz ze wzrostem doświadczenia, łatwiej jest to wyliczyć. Na początku najlepiej każdemu punktowi z naszego planu przyporządkować określoną jednostkę czasową. Przykładowo o tym będę mówił pięć minut a to zajmie mi około dziesięciu. Czas musimy kontrolować na bieżąco. Jeśli w zasięgu naszego wzroku nie ma żadnego wiszącego zegara, to trzeba zdjąć własny zegarek z ręki i położyć go przed sobą na mównicy lub stole. W ten sposób będziemy mogli od czasu do czasu rzucić na niego okiem i nie będzie to wyglądało niegrzecznie. Nie należy co parę minut ostentacyjnie sprawdzać czasu. Jeżeli nie dysponujemy mównicą, stołem lub czymś podobnym, a mamy mikrofon w ręce lub wpięty w marynarkę, to należy zegarek położyć w takim miejscu, koło którego będziemy od czasu do czasu przechodzili. Jednak jakaś mównica lub pulpit jest najlepszym rozwiązaniem. Można na niej położyć kartkę i zegarek. Ułatwia to gestykulację. Warto pamiętać o zasadzie, że najbardziej nudzi słuchaczy ten mówca, który nie potrafi kontrolować czasu. Skoro już jesteśmy na sali, to musimy zdawać sobie sprawę z tego, że ludzie cały czas obserwują nas z ciekawością. Już na długo przed tym nim zaczniemy mowę, przestajemy być osobą prywatną i stajemy się osobą publiczną. Czas przed wystąpieniem możemy wykorzystać na sprawdzenie tych wszystkich rzeczy, które zostały opisane wcześniej. Nie jest to jednak czas na poprawianie ubioru lub przyniesionych materiałów. Zarówno nasz wygląd jak i materiały muszą być w nienagannym porządku. Nie możemy też sprawiać wrażenia człowieka, który się nudzi lub boi występu, jaki za chwile go czeka. Nie jest to też czas na „doczytanie” tego, czego jeszcze nie wiemy lub przeglądanie gazet. Co więc robić, gdy już wszystko zostało sprawdzone, a mamy jeszcze kilka minut? Najlepiej podejść do kilku uczestników i zamienić z nimi parę słów. Zaczynamy w ten sposób budować pozytywny nastrój jeszcze zanim zaczęła się mowa. Dzięki temu pośród publiczności będzie już kilka osób życzliwie do nas ustosunkowanych. Jeśli zadbamy o resztę, to ich nastawienie szybko udzieli się pozostałym. Czas jednak zacząć mowę...W momencie, gdy zajmujemy nasze miejsce na podium, nie ma już czasu na przygotowania. Wszystko powinno zostać zrobione wcześniej. Kartka z punktami planu leży w zasięgu naszego wzroku, tak samo jak zegarek. Trzeba też pamiętać o zachowaniu kontaktu wzrokowego z audytorium. To nie tylko my będziemy komunikować pewne treści. Także reakcje publiczności będą dla nas ważnymi komunikatami. Dowiemy się z nich czy jesteśmy słuchani i czy przypadkiem nie zanudzamy obecnych. W kontekście nudy warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Na podstawie licznych badań stwierdzono, że człowiek zapamiętuje zazwyczaj najwięcej z początku i z końca wykładu. Musimy też zdać sobie sprawę, że przemawiamy do ludzi epoki informatyzacji. Są oni przyzwyczajeni do szybkich i krótkich bodźców informacyjnych. Obecnie bardzo trudno utrzymać uwagę słuchaczy przez godzinę, nie mówiąc już od dłuższym okresie czasu. Trzeba odpowiednio wzmacniać bodźce. O tym jeszcze napiszę. W tym miejscu chcę opowiedzieć o prostym zabiegu, który sam stosowałem zawsze wtedy, gdy mogłem sobie na to pozwolić. Zakładając, że miałem mówić przez godzinę, dzieliłem ten czas na trzy dwudziestominutowe części. Pomiędzy tymi częściami robiłem trzyminutowe przerwy. To zazwyczaj skutkowało tym, iż słuchacze zapamiętywali o wiele więcej niż gdyby całość trwała nieprzerwanie. Przerwy nie mogą być dłuższe, bo wówczas ludzie zaczną wychodzić i trudno będzie rozpocząć kolejną część. Trzeba od razu zapowiedzieć, że wykład będzie tak wyglądał i poprosić, by jeśli nie jest to absolutnie konieczne (np. wyjście do toalety), nikt nie opuszczał swojego miejsca. W tym czasie publiczność będzie mogła zamienić między sobą kilka słów oraz przystąpić do kolejnej części z większą uwagą. Pora więc na wypowiedzenie pierwszych słów. Jakie one powinny być? Interesujące! Wielu ludzi zaczyna swoją mowę od tłumaczenia się, że nie potrafią dobrze przemawiać i proszą niejako o wybaczenie, iż w ogóle zabrali głos. Nikt jeszcze nie wymyślił gorszego początku, ale wielu ludzi zaczyna w ten sposób, jakby oczekiwało, że publiczność ich „rozgrzeszy”. Tymczasem publiczność pomyśli może o mówcy z życzliwością, ale będzie to życzliwość przemieszana z politowaniem. Jeśli przychodzę na czyjś wykład, to oczekuję, że osoba mówiąca będzie profesjonalistą. Trzeba przekonać audytorium, że właśnie tak jest! Mamy mówić na określony temat, a nie o swoich lękach! Czy jeśli staramy się o nową pracę, to mówimy pracodawcy, że nic nie umiemy czy raczej staramy się go przekonać o naszym profesjonalizmie? Dlaczego więc większość ludzi, gdy przyjdzie im zabrać publicznie głos, od razu przekreśla swoje szanse na udane wystąpienie? Takie oświadczenie jest nie tylko przejawem braku szacunku do siebie samego, ale również do publiczności. Jeśli nie umiesz mówić, to po co zabierasz nam czas? Od czego więc zacząć? Od przekonania publiczności, że poruszany temat jest ważny i dotyczy ich osobiście. Tylko w ten sposób przykujemy uwagę audytorium. Musimy też posługiwać się konkretnymi przykładami z życia zamiast podawać tylko suche fakty lub wyniki statystyk. Jeśli przykładowo omawiamy problem głodu wśród dzieci z ubogich rodzin, to lepiej opowiedzieć o jednym lub dwu przypadkach niż podawać liczby. Nikogo nie wzruszy fakt, iż tysiące dzieci nie ma chleba, ale jeśli opowiemy sugestywnie o małym Jasiu, który codziennie rano idzie do szkoły bez śniadania. Nie może skupić się na lekcjach, gdyż ssie go w brzuchu i nigdy nie będzie miał dobrych ocen, a ostatecznie pozostanie na marginesie społecznym, bo nie zdobył wykształcenia... Czyż to nie przemawia do wyobraźni bardziej niż same liczby? Nawet jeśli mówimy o trudnych problemach społecznych lub poruszamy kwestie religijne, unikajmy patosu. Czasy patetycznych mów odeszły w przeszłość. Dziś podniosłe zwroty kojarzą się ludziom z kłamstwem. Każdy z przemijających ustrojów politycznych miał swoją podniosłą demagogię. Dziś jest podobnie. Politycy zasypują nas wielkimi słowami i frazesami. Potem okazuje się, że była to tylko przedwyborcza fasada. Może jest to niesprawiedliwe, ale tak już jest, że obecnie patos kojarzy się z kłamstwem lub jest po prostu śmieszny. Nigdy nie należy uderzać w podniosły ton! Niezależnie od tego co mówimy, używajmy słów prostych i zrozumiałych. Oczywiście w gronie specjalistów można użyć terminów właściwych dla danej dziedziny, ale nawet tu nie należy ich nadużywać. Znałem kiedyś pewnego profesora, człowieka o wielkiej wiedzy i kulturze osobistej, który podkreślał, że nawet pisząc artykuł naukowy, trzeba pisać go takimi słowami, by laik w danej dziedzinie mógł jak najwięcej z niego zrozumieć. Te słowa jeszcze bardziej odnoszą się do wystąpień publicznych. Używajmy takich słów, jakie na co dzień znajdują się w naszym słowniku. Publiczność szybko się zorientuje, gdy wpleciemy jakieś wyrażenie, którego nauczyliśmy się tylko na potrzeby wygłaszanego właśnie przemówienia. Podobnie rzecz się ma z żartami i dowcipami. Wprawdzie są momenty, gdy należy się od nich powstrzymać, ale generalnie warto posługiwać się humorem, gdyż znakomicie pobudza pamięć i uwagę. Ludzie zazwyczaj długo pamiętają humorystyczne powiedzonka. Można także opowiedzieć jakąś zabawną anegdotę lub typowy dowcip. Pod warunkiem, że umie się je opowiadać i nie są to już powszechnie znane żarty. Muszą jednak być powiązane z tematem. Oczywiście nie należy z tym przesadzać, ogólnie jednak lepiej, gdy więcej jest wesołości niż powagi i ponurego nastroju. Nie można żartować ze wszystkiego. Najbezpieczniej śmiać się z samego siebie i przytoczyć sytuację, w której samemu się wygłupiło. Można także opowiedzieć jakąś anegdotę związaną z określoną grupą zawodową – tu ludzie niezmiernie rzadko czują się urażeni. Nie wolno pod żadnym pozorem żartować z religii, rasy lub orientacji seksualnej. Ostre dowcipy erotyczne również nie wchodzą w grę. To potencjalne pole minowe, na które lepiej nie wchodzić. Nawet jeśli zyskamy powszechny aplauz, to zawsze znajdzie się osoba dotknięta. Niektórzy, mimo śmiechu i oklasków, po powrocie do domu i przemyśleniu wszystkiego stracą o nas dobre zdanie. Te przestrogi dotyczą także wulgaryzmów.Większość ludzi uważa, że dobrym pomysłem jest wplatanie cytatów do swoich przemówień. Gdy tylko znajdą się „po drugiej stronie barykady”, czyli zamiast wśród publiczności – na podium, zupełnie zapominają o swoich własnych reakcjach na nudne przemówienia innych. Wplatanie cytatów do przemówień ma za sobą długą tradycję, dzięki której nudziarze zanudzają innych z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Od czasu do czasu można wpleść jakiś krótki cytat. Pod warunkiem, że jest on naprawdę krótki i zostaje przytoczony z pamięci. Oznacza to najwyżej jedno zdanie. Tak samo, jak należy zapomnieć o czytaniu przemówienia z kartki, tak też należy zapomnieć o odczytywaniu długich cytatów. Od razu zaznaczam – dwa zdania to już za długi cytat do publicznego przemówienia. Skąd się bierze ta nasza skłonność do wyszukiwania cytatów i łapania się stereotypowych zachowań nudnych mówców? Przede wszystkim jest to wynik braku poczucia własnej wartości. To nad tym trzeba popracować. Im więcej będzie się przemawiać publicznie, tym bardziej będziemy czuli się osobami wartościowymi. Będziemy też mieli więcej odwagi, by wyrażać własne opinie i dzielić się publicznie swoją wiedzą. Większość ludzi uważa, że trzeba mieć dużo odwagi, by wyjść na środek i zacząć przemawiać. Mój osobisty przykład pokazuje, że często bywa wręcz odwrotnie. Kilkanaście lat temu byłem człowiekiem nieśmiałym. Zabranie głosu w czasie rozmowy trzech innych osób przekraczało już moje siły, a gdy się przełamałem i zaczynałem coś mówić, było to tak ciche, że nikt mnie nie słyszał. Traf chciał, że musiałem kilka razy przemawiać publicznie. Na szczęście nigdy nie czytałem z kartki, ale zwykle miałem konspekt, w którym (jak wynika z mojego obecnego doświadczenia) było za dużo punktów. Nie to jednak było najgorsze. Najgorszy był paraliżujący strach. Mówiłem cicho, a nogi pode mną dygotały. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy często zwracali mi uwagę, że powinienem mówić głośniej. Tak mijały miesiące i nawet nie wiem, kiedy przestałem się bać. Wyjście na podium lub środek sali zaczęło być całkiem przyjemne. Już wkrótce przekonałem się, że wykorzystując (wówczas w sposób nieświadomy lub eksperymentalny) różne psychologiczne aspekty kierowania tłumem, osiągałem na czas przemówienia niesamowitą władzę nad tymi ludźmi. Mogłem sterować ich percepcją i odczuwaniem, a nawet wywoływać niektóre reakcje fizyczne. Do tego, jak to robić oraz do zagrożeń z tym związanych, jeszcze powrócę. W tym miejscu pragnę tylko stwierdzić jedno. Te doświadczenia związane z publicznym przemawianiem pomogły mi prawie całkowicie pozbyć się nieśmiałości w życiu towarzyskim. Dziś, gdy mówię czasem, że jestem osobą z natury nieśmiałą, w odpowiedzi widzę zwykle uśmiech niedowierzania. Gdy już nabierzemy pewności siebie, przestaniemy się obawiać wyrażania własnych opinii. Ostatecznie ludzie decydując się przyjść na moje przemówienie, chcą posłuchać tego co ja mam do powiedzenia. Jeśli zajmuję się jakąś dziedziną przez kilka lub kilkanaście lat, to powinienem sobie wyrobić własne opinie na temat problemów ją nurtujących. Zdarzało mi się mówić, że np.: „taki a taki autor uważa tak a tak, inny napisał że... natomiast ja osobiście myślę że...” Rzecz jasna, granica między pewnością siebie a zarozumiałością jest dość płynna i łatwo ją przekroczyć. Musimy mieć więc odwagę nie tylko do wygłaszania własnych sądów, ale także do ich kwestionowania, jeśli ktoś przedstawi nam racjonalne dowody na to, że jest inaczej niż dotychczas sądziliśmy. Szczególnie cenne są te osoby spośród audytorium, które potrafią podważać nasze opinie i zadawać trudne pytania oraz przedstawiać odmienny punkt widzenia. Oczywiście chodzi tu o ludzi, którzy posługują się merytoryczną argumentacją (nawet jeśli czasem robią to nieco złośliwie), a nie o niedouczonych „przeszkadzaczy”, z którymi także przyjdzie nam się zetknąć. Tym pierwszym należy odpowiedzieć merytorycznie lub (jeśli uznamy słuszność ich argumentów) przyznać im rację. Tych drugich trzeba zbyć jakimś żartobliwym komentarzem utrzymanym w granicach zdrowej ironii. Warto mieć na taką okazję przygotowanych kilka krótkich zwrotów. Muszą to jednak być powiedzonka własnego autorstwa. Po pewnym czasie zorientujemy się, które są skuteczne w odniesieniu do danej publiczności. To nie tylko my przekazujemy określony zasób wiedzy. Od audytorium uczymy się, jak to robić. Trzeba pilnie obserwować reakcje ludzi, którzy nas słuchają i dopasowywać do tego sposób mówienia. Po kilku latach lub nawet wcześniej nauczymy się spontanicznie reagować takimi komentarzami. Najgorsze, co można zrobić w takiej sytuacji, to stanąć w milczeniu i konsternacji. Reakcja musi być szybka. Audytorium musi widzieć, że inicjatywa cały czas spoczywa w naszych rękach. Nie należy też ignorować komentarzy i pytań z sali. Trzeba tylko dbać o to, by nie przeszkodziły nam w przekazaniu istoty rzeczy. Powróćmy na chwilę do cytatów. Jeszcze gorszym rozwiązaniem od cytowania znanych ludzi jest odczytywanie albo deklamowanie wierszy. To już grozi zupełną porażką. Nieważne, czy zrobimy to monotonnym głosem, czy też z aktorskim talentem – na pewno zanudzimy audytorium i stracimy jego zainteresowanie. Jeśli ktoś lubi poezję, powinien ją sobie czytać w domu, ale nigdy, przenigdy, nie należy tego robić w czasie publicznego występu. Tu nie ma wyjątków od reguły. No dobrze, ale co zrobić, gdy właśnie na tym polega istota naszego przemówienia? Oto zostaliśmy zaproszeni z wykładem na temat jakiegoś wiersza, albo uczymy w szkole lub na uniwersytecie i tam musimy mówić o wierszu. Co wtedy? Przede wszystkim nie czytać wiersza w całości na głos. Nie prosić także innej osoby o jego przeczytanie. Trzeba rozbić utwór na drobne fragmenty (np. dwa wersy) i po kolei je omawiać. Przyznam, że wymaga to dużej erudycji i doświadczenia w publicznym przemawianiu, by zatrzymać uwagę słuchaczy na takim temacie. Jednak z czasem, to także stanie się możliwe dla kogoś, kto uwzględni wszystkie zawarte w tym cyklu wskazówki.Nasze przemówienie powinno być poparte gestykulacją. Nigdy nie przyciągniemy uwagi ludzi, jeśli będziemy cały czas stali na baczność lub sztywno siedzieli na krześle. Większość osób, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy, ma w podświadomości zakorzenione pewne powiązania pomiędzy określonymi zachowaniami a ich interpretacją, która często jest zupełnie niezależna od samej treści wypowiadanej werbalnie. Dlatego też, brak gestykulacji wiąże się ze zdenerwowaniem i napięciem mówcy, a samo napięcie jest podświadomie wiązane z kłamstwem. Może wyda się to dziwne, ale bardziej godny zaufania jest dla nas człowiek, który w trakcie swoich wypowiedzi gestykuluje! Oczywiście gestykulacja powinna być naturalna. Na nic się zdadzą sztuczne gesty i wyuczone zachowania podpatrzone u innych znanych mówców. Jeśli jesteśmy z natury osobą introwertyczną, to trzeba stopniowo wprowadzać gestykulacje, tak aby odbiorcy nie mieli wrażenia sztuczności. Dobrym sposobem jest nadanie znaczenia jakimś słowom poprzez wolny, ale zsynchronizowany z wypowiedzią, ruch ręką. Poziomy ruch dłonią oznacza treść pozytywną. Natomiast ruchy pionowe, zwłaszcza z góry na dół, sygnalizują dodatkowo treści negatywne. Według badań Ekmana, większość ludzi, gdy kłamie, mówi wyższym głosem niż zazwyczaj. Podobnie jak w przypadku gestykulacji, tak i w odniesieniu do modulacji głosu, warto wykorzystać tę wskazówkę. Im niższy głos, tym większe zaufanie audytorium. O ćwiczeniach dotyczących modulacji pisałem już wcześniej. Warto mieć świadomość, że gestami i modulacją można w niesamowity sposób kontrolować reakcje audytorium i wywoływać takie, jakie chcemy. Starajmy się unikać przerywników. Denerwujące jest (tak znane z wystąpień współczesnych telewizyjnych „profesjonalistów”) przeciąganie na jednej literze – słynne „eeeeeeee....”, gdy w tym czasie umysł gorączkowo poszukuje treści. Nie dajmy się zwieść pozorom. To, że większość przemawiających tak robi, gdy zabierze im się kartkę, nie znaczy, że jest to właściwe. Każdemu czasem zdarzy się, że nagle zabraknie mu słów. Od tego jest konspekt, który powinien leżeć w zasięgu naszego wzroku. Lepiej w chwili wahania całkowicie zwiesić głos niż przeciągać jakąś głoskę. Taka nagła pauza, zrobiona nawet w środku zdania, będzie wyglądała na zamierzony środek ekspresji. Zazwyczaj ludzie odbierają ją jako wezwanie do jeszcze większego skoncentrowania uwagi. To niewerbalny przekaz, że teraz nastąpi coś ważnego. Ogólnie starajmy się mówić pełnymi zdaniami, które nie powinny być ani zbyt długie, ani też zbyt krótkie. Dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z publicznym przemawianiem, może się to wydawać nieprawdopodobne, ale doświadczony mówca za pomocą tak prostych środków jak gesty i modulacja głosu oraz właściwe przedstawienie treści, może niemal przejąć całkowitą kontrolę nad audytorium. Trzeba sobie zdawać z tego sprawę i z odpowiedzialności wiążącej się z tym faktem. Nigdy nie wolno nadużywać tej władzy. Łatwo jest przekroczyć linię pomiędzy oddziaływaniem pomagającym skupić uwagę i przyswoić więcej treści, a zwykłą manipulacją. Jeśli zbudujemy nasz autorytet za pomocą wspomnianych narzędzi, to tym samym siła przekazu będzie ogromna. Gdy wówczas będziemy mówić o rzeczach, które bezpośrednio dotykają naszych słuchaczy (np. z dziedziny psychologii lub religii), to łatwo możemy doprowadzić niektóre osoby do kompleksów lub nawet załamań nerwowych! O ile na początku drogi szuka się elementów wzmacniających wypowiedź, to po kilku latach rozsądek nakazuje czasami specjalnie ją osłabiać. Wtedy można sobie pozwolić na wspomnienie o swojej omylności i zachęcać do konfrontowania swoich wypowiedzi z innymi poglądami. Rzutnik, muzyka i inne pomoce mogą ubogacić naszą wypowiedź. Warto przygotować sobie jakiś krótki pokaz. Nie należy jednak nigdy z tym przesadzać. W przypadku publicznych przemówień naszymi podstawowymi narzędziami zawsze pozostają słowo i gest. Nieodzowną częścią każdego przemówienia jest czas na pytania. Należy zawsze na końcu znaleźć kilka minut i odpowiedzieć na najważniejsze pytania publiczności. Jeśli mowa była ciekawa, to zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał się o coś w związku z tematem zapytać. Właśnie dlatego jest nam potrzebna pewna „nadwyżka” wiedzy. Nigdy nie starajmy się w jednym przemówieniu lub wykładzie przekazać zbyt wiele. Nie można oczekiwać, że zawsze ludzie zrozumieją w ciągu godziny to, do czego my dochodziliśmy latami. Czasem coś będzie nam się wydawało na tyle oczywiste, że zaledwie o tym napomkniemy. Tymczasem dla audytorium może to być za mało. Im dłużej się czymś zajmujemy, tym mamy większą skłonność do skrótów myślowych. Z drugiej strony należy temat opracować i przedstawić jak najbardziej spójnie. Na wątki poboczne przyjdzie być może czas, właśnie w momencie dodatkowych pytań. Na koniec muszę poczynić pewną istotna uwagę. Starałem się w tym cyklu artykułów przekazać wszystkie najważniejsze praktyczne wskazówki dotyczące publicznych wystąpień. Jest jednak pewna sfera tego zjawiska, której nie da się przekazać. To subtelna gra pomiędzy mówiącym a jego słuchaczami. Wszystko to przypomina grę w tenisa lub inny sport. Można przeczytać wiele książek i poradników na temat gry w tenisa. Można znać doskonale przepisy obowiązujące w tym sporcie. Nic to jednak nie da, dopóki samemu nie weźmie się rakiety do ręki i po długich miesiącach żmudnych ćwiczeń nie dojdzie do pewnej wprawy. Tak samo jest z przemawianiem. Trzeba wyjść na podium, trzeba wpatrywać się w reakcje audytorium, trzeba nieustannie się uczyć, a z czasem dojdzie się do niesamowitych wyników i zacznie z tego czerpać przyjemność. O sukcesach zawodowych już nawet nie muszę wspominać.
[ 12/07/2010 ]